piątek, 3 lipca 2015

Together Forever 9/20

music: 1, 2


W piątek rano Sehun do mnie zadzwonił, oczywiście wybierając najgorszy ze wszystkich złych momentów. Obudzony i wściekły jak nigdy, oczekiwałem na tego pajaca, bo stwierdził, że weźmie mnie na oglądanie tych trzech domów, które wybrałem. W między czasie przygotowałem dla siebie wielkie śniadanie, którego nigdy bym nie wcisnął, gdybym nie był w ciąży i nie jadł za dwie osoby. Takim oto sposobem o dziesiątej rano wylądowałem na kanapie przed telewizorem z wielkim talerzem naleśników z czekoladą, oglądając jakąś kiczowatą dramę, która sprawiała że znów zachciało mi się spać. Typowe, ale główna bohaterka tak bardzo przypominała mi Eunjin, że zamiast spać, śmiałem się z tej tępej idiotki.
Od czasu odwiedzin u rodziców Sehuna minął niecały tydzień, a ja musiałem przyznać, że nie było źle. Przynajmniej mnie zaakceptowali, bo gdyby było inaczej, już w poniedziałek byłbym w drodze powrotnej do Chin. To było prawdą, że w Korei trzymał mnie tylko Sehun i jego, a właściwie nasze dziecko, które w sobie nosiłem. Korea wcale mi się nie podobała. Dookoła była tylko wiocha i wkurzające, stare mohery, które obgadywały człowieka na każdym kroku. Chiny, a w tym Pekin z całym tym smogiem i miliardami ludzi tępych niczym Eunjin wale nie były lepsze, a jedynym cywilizowanym miejscem, w którym chciałem mieszkać był Nowy Jork i Sydney, ale wiedziałem też, że nie ma szans, bym póki co tam wyjechał. W każdym razie, mama Sehuna w niedzielę wieczorem odprawiła mnie do Seulu buziakiem w policzek i informacją, że nie mogła wymarzyć sobie lepszego zięcia. Może nie byłem jakiś wspaniały i dobry w środku, ale mój urok osobisty mnie ratował. Tak samo jak tamtego razu.
Gdzieś tak w połowie dramy dostałem od Sehuna sms-a, przez co warknąłem, odkładając prawie pusty talerz obok, na stoliczek, zabierając swój Iphone do ręki, z mordą Baekhyuna na tapecie, którą sam mi tam ustawił. A ja nie miałem serca jej zmieniać, zwłaszcza, że każdego dnia mogłem się z niego pośmiać.
Od: Sese <3     |     Czekam już na dole <3
Westchnąłem, wyłączając telewizor. Już miałem dość oglądania tych domów, mimo że nawet się to nie zaczęło. Ale postanowiłem przełamać w sobie tego lenia i chociaż raz potraktować to wszystko poważnie. Właśnie czekało na mnie wybranie miejsca, w którym miałem spędzić swoją przyszłość w towarzystwie Sehuna i musiałem się skupić, a może i nawet przyłożyć.
Zabrałem jeszcze ze swojego mieszkania letnią kurteczkę, którą nałożyłem na podkoszulek, po czym zamknąłem dom i zszedłem na dół. Sehun czekał na mnie przy nieswoim samochodzie. Zmrużyłem oczy, zastanawiając się co ten idiota znów wykombinował.
— Co tym razem? — zapytałem, wskazując na samochód.
— Mój się zepsuł, wczoraj zawiozłem go do mechanika — powiedział i uśmiechnął się do mnie słodko, całując mnie w usta, po czym pomógł wsiąść do środka samochodu. — I jak się czujesz? — zapytał.
— Szczerze? — zapytałem, mrużąc oczy — beznadziejnie. Właściwie zaraz po zejściu miałem ochotę cię walnąć w tę pustą, tępą głowę, bo mnie obudziłeś, geniuszu, ale stwierdziłem, że los cię już i tak nieźle pokarał, dlatego odpuściłem — dodałem, uśmiechając się do niego złośliwie.
— Jak? — spojrzał na mnie, odpalając samochód, po czym ruszył z miejsca.
— Widziałeś się w lustrze w ogóle? — wraz z tym uniosłem brew ku górze, ciągle lustrując go wzrokiem. Jasne, uważałem mojego chłopaka za jeden z siedmiu cudów świata, ale czasem wyglądał jakby dopiero co wyszedł ze śmietnika i wstydziłem się z nim gdziekolwiek ruszyć. Właściwie jak wyglądał bosko, też, głównie dlatego że te narwane, napalone laski dosłownie zabijały mnie wzrokiem, chcąc mi odbić MOJEGO narzeczonego. I naprawdę byłem gotowy wyrwać im te kudły z głowy i wydrapać oczy, tylko po to, by nie gapiły się na mojego misia.
— Jestem aż taki brzydki?
— Nie — odpowiedziałem — ale masz odrosty na pół głowy — prychnąłem, wskazując na jego włosy. Zabrałem je w pomiędzy dwa palce, a Sehun jedynie zaśmiał się, skupiając swój wzrok na drodze, która o tej porze była zatłoczona. Co chwilę stawaliśmy w korkach, a mnie szlag trafiał, mając już dość naszej mini wyprawy, zwłaszcza że po niej czekała mnie jeszcze wizyta u ginekologa i odwiedziny Suho i Seohyun, którzy postanowili zrobić sobie miesięczny odpoczynek od podróży tu, w Korei, tak przy okazji zwalając mi się na głowę na jeden wieczór. Oczywiście inicjatorką tego głupiego pomysłu była moja równie głupia kuzynka. — Na dom na Hawajach nie żałujesz, ale na wizytę u głupiego fryzjera ci szkoda.
Sehun w odpowiedzi zaśmiał się melodyjnie, kiwając głową.
— Jasne, rozumiem, ogarnę je — obiecał, a uśmiechnąłem się z satysfakcją. — A co do naszego zwiedzania domów... odwiedzimy tylko jeden — poinformował mnie. Zmarszczyłem czoło i spojrzałem na niego bez zrozumienia. Miały być trzy, ale właściwie się cieszyłem, że zrobił się z nich tylko jeden głównie dlatego, że byłem dość leniwy i nigdy nie chciało mi się za bardzo męczyć, zwłaszcza, że teraz, dodatkowo byłem w ciąży. Sehun widząc moją minę, uśmiechnął się do mnie szeroko i wrócił do prowadzenia. — Jeden został już sprzedany, a kolejny wydawał mi się dla nas i naszego dziecka zbyt mały.
— Czyli zakładam, że kupiłeś największy i najdroższy — prychnąłem, a Sehun się zaśmiał.
— To zabawne, jak ty mnie znasz, Lu — przyznał.
Pokręciłem jedynie w zrezygnowaniu głową. Ja już nie miałem ani siły ani słów na tego człowieka. Wiedziałem, że się nie zmieni, nawet jeśli zostałby bez grosza przy duszy i czasem miałem go naprawdę dość, zwłaszcza że sam nie byłem aż tak za wydawaniem pieniędzy na wszystko co zobaczę i co mi się spodoba. Jasne, uwielbiałem kasę, ale w granicach rozsądku.
— Jesteś idiotą — podsumowałem nie wysilając się na bycie chociaż troszkę milszym, po czym spojrzałem na Sehuna ze znudzeniem — i masz mnie zawieźć do ginekologa popołudniu. Wpakowałeś mnie w to, więc teraz nie ma szans na odwrót — warknąłem.
— Ale popołudniu mam trening...
— Sehun!
— Dobrze, kochanie! — powiedział od razu, a ja zaśmiałem się z zadowoleniem widząc, jak bardzo podporządkowałem sobie Sehuna, używając niewielkich pokładów siły. Zdawało się, że to będzie niemożliwe zważając na charakter Sehuna pod koniec liceum, ale każda kolejna minuta ze mną sprawiała, że ten stawał się coraz pokorniejszy. Zaskoczyło mnie to, ale zdecydowanie pozytywnie, ponieważ lubiłem, jak Sehun się o mnie troszczył, jak mnie kochał i oczywiście jak słuchał, kiedy ja rządziłem, ponieważ z moim temperamentem, nie potrafiłem się jemu podporządkować. Ani nikomu innemu.
Niedługo potem wjechaliśmy w dosyć spokojną ulicę na obrzeżach Seulu. Nie było tu wiochy, raczej szereg podobnych, białych, eleganckich domków jednorodzinnych, które niesamowicie kojarzyły mi się z Brooklynem w Nowym Jorku, choć tutaj to wyglądało nieco inaczej. Każdy dom był oddzielony ogrodzeniem, każdy trawnik równo przycięty, a drzewa rosnące w przewie pomiędzy chodnikiem a posiadłościami zdawały się sięgać jasnego, przejrzystego nieba, na którym pojawiały się pierwsze promyki słońca.
Sehun zatrzymał się przed jednym z domków.
— To tutaj — powiedział z zadowoleniem i wyszedł, otwierając mi drzwi. Sam bym sobie poradził, ale skoro tak się o mnie troszczył, to nie zamierzałem jakoś szczególnie protestować. Pomógł mi wysiąść i od razu złapał za rękę, splatając nasze palce z uśmiechem na twarzy.
Niedługo potem staliśmy przed naszym nowym domem, gdy Sehun otwierał kluczem drzwi wejściowe. Za nimi od razu dostrzegłem biel, która natychmiastowo rzuciła mi się w oczy. Zaraz przy brązowej szafeczce na buty, rozciągały się jasne schody prowadzące na górę, którymi mimo wszystko nie wyszliśmy, bo Sehun pociągnął mnie wgłąb domu, w stronę salonu. Zdecydowanie różnił się od pierwszej części domu, ponieważ był utrzymany w innych kolorach. Ściany były ciemne, przypominały mi kawę z mlekiem, a beżowe poduszki były niedbale poukładane na dużej sofie stojącej na środku, tuż przed w połowie przeszklonym kominkiem, nad którym wisiał duży telewizor. Po drugiej stronie, gdzie zauważyłem półkę z książkami, mięciutki duży fotel i szarą, wręcz metaliczną komodę, były rozsypane w ramkach zdjęcia moje i Sehuna. Było ich pełno i nawet nie wiem, kiedy i gdzie on je zrobił. Kilka ramek było pustych. Sehun powiedział, że znajdą się w nich zdjęcia naszego pierwszego dziecka.
— Nie jest źle — prychnąłem, chociaż w środku cieszyłem się jak dziecko.
— Chodź, pokażę ci coś — powiedział ochoczo Sehun, odsuwając długie, kremowe firanki, które miejscami włóczyły się po ziemi. Za nimi znajdowały się wielkie okna z widokiem na niewielki basen umieszczony tuż przy nich. W jednym miejscu zauważyłem podwyższenie, a na nim kilka puf podobnych do tych, na których siedziałem w domku na Hawajach, a dalej rozciągał się wielki ogród, którego już nie byłem w stanie dostrzec, Ale z tego, co zdążyłem zauważyć, dominowały w nim kwiaty, którymi i tak będzie zajmował się Sehun, bo ja nie miałem najmniejszego zamiaru.
W kuchni były te same okna z podobnym widokiem, który już teraz mi się spodobał. Żałowałem tylko, że w Korei panowały cztery pory roku, a nie samo lato, ponieważ słońce wpadające do środka i kreślące smugi na jasnej, drewnianej podłodze sprawiały, że nie chciałem wychodzić. Czułem, że i nawet w tym miejscu mógłbym polubić gotowanie. Może nie tak mocno jak Kyungsoo, ale jednak.
— Lu — powiedział Sehun, przytulając się do mnie od tyłu. — Wiesz jak mocno cię kocham? — zapytał, a ja pokiwałem głową, kładąc dłonie na jego rękach otaczających mój pas. — Chcę cię kochać do końca życia i w tym miejscu się z tobą zestarzeć. W tym ogrodzie chcę nauczyć nasze dzieci grać w piłkę, to tu chcę mieć ciebie przy sobie przez całe życie.
— Dzieci? Sehun, mi jedno było ciężko zaakceptować — warknąłem, a Sehun zaśmiał się, przytulając mnie do siebie mocniej.
— Ja chcę dziesiątkę.
Prychnąłem, przewracając oczami.
— To sam sobie je rodź i wychowuj.
— Luu... — mruknął przejeżdżając ręką po moim brzuchu, przez co zadrżałem. — Po prostu uważam, że to miejsce jest idealne do zaczęcia nowego rozdziału w życiu. Do stworzenia rodziny, którą chcę stworzyć z tobą.
Odwróciłem się przodem do Sehuna i uśmiechnąłem szeroko.
— A ja oczywiście nie mam nic do gadania, bo już kupiłeś ten dom, głąbie — warknąłem, ale mimo to na twarz Sehuna wstąpił szczery uśmiech. Potem pocałował mnie słodko, a ja się mu całkowicie oddałem.

***

Nie pozwoliłem Sehunowi pójść na trening. Choć raz mógł zostać, zwłaszcza, że to było pierwsze badanie USG i miał okazję zobaczyć swoje dziecko, którego tak bardzo oczekiwał. Nie zamierzał się ze mną w tej kwestii nawet kłócić, po prostu zamknął się posłusznie i pomógł mi wejść na samą górę, bo szpital projektował jakiś kaleka na umyśle, robiąc gabinet dla ciężarnych na samej górze, bo z brzuchem wielkim jak balon tak świetnie wychodziło się na trzecie piętro. Właściwie nie byłem aż taki gruby, ale wiedziałem, że będę i wtedy zaczną się kłopoty, zwłaszcza jeśli w tych cholernych windach będzie awaria tak jak tamtego dnia.
Obok nas, w kolejce czekała jeszcze jakaś niedużo starsza od nas para, rozmawiając tak głośno, że miałem ochotę wstać i na nich nawrzeszczeć, ale skutecznie odwiódł mnie od tego pomysłu Sehun, który pokrótce przytulił mnie i pocałował w skroń. Niesamowicie czuły i uroczy gest.
 — Oszaleję tu — warknąłem, a Sehun pogładził mnie po dłoni.
— Spokojnie, Lu — powiedział łagodnie z widocznym uśmiechem — zaraz my wchodzimy.
Właściwie zaraz po tym całkiem sympatyczna pielęgniarka zaprosiła nas do środka, a ja naprawdę się ucieszyłem, ponieważ chciałem mieć już to wszystko za sobą. Ja w ogóle nie lubiłem szpitali, badań, ciąży... Niczego, ale skoro Sehun był obok mnie, wszystko mogłem znieść. Czasem wydawało mi się, że przy nim jest takie bezpieczne miejsce, w którym jestem szczęśliwy. Cóż, byłbym szczęśliwszy, gdyby czasem opanował tego swojego kutasa, bo to przez niego musiałem się męczyć i przez to wszystko przechodzić.
Po wejściu do gabinetu od razu przywitaliśmy się z młodą lekarką o imieniu Han Kyungrae i naprawdę cieszyłem się, że nie trafiła mi się jakaś stara ropucha przypominająca Hitlera, tylko że sto kilogramów cięższego.  W chinach taka była, dlatego byłem uważny i starałem się nie chorować, bo naprawdę nie lubiłem jej odwiedzać.
— O, dzieńdobry panie Xi — powitała mnie i spojrzała na Sehuna z oczekiwaniem.
— Oh Sehun — przedstawił się z uśmiechem, natomiast lekarka kiwnęła głową, wracając znów do mnie.
— Jak się pan czuje?
— Dosyć dobrze — mruknąłem, siadając na krześle przed lekarką, a Sehun zajął miejsce obok, ani na moment nie puszczając mojej dłoni — choć mdłości nie przestają mnie męczyć. Stają się strasznie denerwujące, zwłaszcza jak rano przechodzę maraton — prychnąłem, natomiast pani Han zaśmiała się melodyjnie, odkładając swój długopis na bok. — Już nawet herbatka imbirowa przestała działać.
— Spokojnie, panie Xi — powiedziała zaraz — mdłości w końcu ustaną. Jeszcze trochę się pan z nimi pomęczy, ale w większości przypadków ustają, ale zdarzają się też takie, kiedy trwają do samego końca ciąży — poinformowała mnie, a ja spojrzałem na Sehuna ze sztyletami w oczach. Jak chce tą pozostałą dziewiątkę dzieci niech sobie sam zachodzi w ciążę, bo ja nie miałem zamiaru przechodzić przez to po raz kolejny. Ciąża dla mnie nie była nagrodą, a wielką niespotykaną karą. Jasne, oczywiście, dzieci były kochane i w ogóle sam plusz, róż, serca, ale żeby je mieć, trzeba było się sporo namęczyć. I oczywiście to ja musiałem się pomęczyć, bo Sehun jedynie powymachiwał kutasem i zadowolony chwalił się wszystkim, że będzie tatusiem.
— Tak, to naprawdę pocieszające — warknąłem, przewracając oczami. Sehun natomiast zaśmiał się, a ja byłem bliski uduszenia go na oczach tej pani.
— Dobrze, w takim razie może przejdziemy do badania? — zapytała z uśmiechem, po czym wstała i wskazała na drugą stronę gabinetu, gdzie znajdowało się urządzenie do USG i kozetka, przy której również znajdowało się krzesełko. — Zawsze lepiej się upewnić, czy dziecko rośnie prawidłowo i czy jest zdrowe — dodała, po czym skierowała się w tamtą stronę razem z nami i włączyła urządzenie. Wskazała, bym położył się, co po momencie zrobiłem. Sehun usiadł obok, łapiąc moją dłoń w swoją. Automatycznie się uspokoiłem. — Proszę, unieś koszulkę, zobaczymy, co u waszego dziecka — powiedziała po chwili Pani Han, uśmiechając się do mnie entuzjastycznie, a zaraz potem wzięła do ręki tubkę z żelem, który wylała na moim odsłoniętym brzuchu, który wcale nie był jeszcze taki duży. To dopiero trzeci miesiąc, ale wiedziałem, co na dniach będę stawał się coraz grubszy.
— Mam nadzieję, że wszystko będzie w porządku — powiedział Sehun, nachylając się nade mną. Wraz z tym zacisnął dłoń na mojej, oddychając głęboko. Denerwował się bardziej niż ja.
— Spokojnie, panie Oh — uspokajała go — gdyby coś było nie tak, jestem pewna, że już dawno byśmy o tym wiedzieli — stwierdziła i przyłożyła urządzenie do mojego brzucha, nieco najeżdżając. Na ekranie komputera pojawiło się czarno-białe tło, gdzie od razu Sehun wlepił wzrok. Ja jedynie spojrzałem na to przelotnie, ale jakoś nic nie zauważyłem, więc tylko przewróciłem oczami, opierając głowę o zagłówek.
Jeszcze przez kilka chwil pojeździła po moim brzuchu urządzeniem, aż w końcu stwierdziła, że nie ma się czego obawiać, bo wszystko jest w porządku. Uśmiechnąłem się wtedy do Sehuna i pogładziłem kciukiem wierzch jego dłoni.
— Zaraz dam Państwu wydruk zdjęcia waszych dzieci — zakomunikowała, kiedy doprowadzałem się do porządku po przeprowadzonym badaniu. Najpierw po prostu kiwnąłem głową, widząc zadowolenie Sehuna, jednak po momencie otworzyłem szeroko oczy, piorunując wzrokiem lekarkę.
— Przepraszam — uśmiechnąłem się, zauważając jej błąd — chyba się pani przejęzyczyła. Dzieci?
— Tak. Nosi pan bliźnięta, nie wiedzieliście państwo? — zapytała, a my równo pokręciliśmy głowami. — W takim razie gratuluję! — dodała, wręczając mi wydruk USG. Spojrzałem na nie, nadal nie wiedząc na nim nic prócz jakiś plamek, natomiast Sehun oglądał je z każdej strony, jakby co najmniej to było zdjęcie całej drużyny piłkarskiej. — Przepisałam Panu witaminy, proszę je codziennie zażywać i zapraszam na wizytę za miesiąc.
— Dziękuję — opowiedziałem, wstając, po czym razem z Sehunem pożegnaliśmy się z Panią Han, wychodząc na korytarz. Dopiero, gdy Sehun zamknął drzwi, stanąłem w miejscu i zmrużyłem oczy, mając ochotę go zasztyletować, nie ważne, że byli świadkowie. — OH SEHUN!!! — krzyknąłem tak głośno, aż mój narzeczony podskoczył w miejscu. — Nie dość, że to twoja wina, że w ogóle zaszedłem w ciążę, to teraz dowiaduję się, że mnie rozerwie przy porodzie bo noszę bliźniaki... Nie jedno dziecko, ale bliźniaki! Ja cię zabiję!
— Lu, spokojnie — powiedział, uśmiechając się szeroko.
— A tobie co tak wesoło?
— Będę musiał dokupić jeszcze kilka ramek na zdjęcia — odparł i mocno mnie pocałował. Mówiłem, że to idiota.

***

Suho i Seohyun przełożyli spotkanie na kolejny tydzień, przez co byłem im niesamowicie wdzięczny. Nie miałem ochoty z nimi rozmawiać, zwłaszcza, że roznosiła mnie czysta złość. Oczywiście nie na dzieci, one nie były niczemu winne, ale na Sehuna i samego siebie, że w ogóle do tego dopuściłem. Powinienem również być w jakimś stopniu ostrożny i zabezpieczyć się przed ewentualnymi takimi niespodziankami, które mimo wszystko zniszczyły całe moje plany na dalsze życie. A teraz miało być jeszcze trudniej. Zastanawiałem się, czy poradzę sobie z jednym dzieckiem, dwójka była znacznie trudniejsza do upilnowania i nawet jeśli Sehun włoży w to całe swoje siły, będzie trudno.
Tamtej nocy nie mogłem spać. Głównie przez burzę, której nienawidziłem i deszcz wciąż uderzający o okna mojego mieszkania, ale i też przez te wszystkie myśli, które mnożyły się w mojej głowie szybciej, niż przypuszczałem. Zastanawiałem się, jak ja to wszystko wytłumaczę ojcu, jak on w ogóle to przyjmie i naprawdę się bałem. I chyba potrzebowałem przy sobie Sehuna, ale równie nie zamierzałem się przed nim upokarzać i dzwonić do niego o trzeciej nad ranem z wytłumaczeniem, że po prostu musi być przy mnie, choćby nie wiem co.
Westchnąłem, bardziej zakopując się w pościeli. Zamykałem oczy i próbowałem zasnąć, ale każda próba okazywała się zawodzić. W końcu doszło do tego, że przez cały czas wpatrywałem się w ścianę naprzeciwko, starając sobie wyobrazić to, co naprawdę mnie czekało. I widziałem siebie z bandą małych bachorków biegających dookoła, doprowadzając mnie do szału. Widziałem też Sehuna, który jest zbyt zajęty, żeby w ogóle choć na kilka chwil zająć się mną i dziećmi, mimo że teraz aż tryskał entuzjazmem. Miałem tylko nadzieję, że w końcu się nie rozmyśli.
Około czwartej nad ranem, gdy po długiej walce z bezsennością, w końcu moje powieki stały się cięższe, a mój umysł wreszcie przestawał pracować tak intensywnie jak wcześniej, usłyszałem dzwonek do drzwi. Na początku stwierdziłem, że mi się to przesłyszało, dlatego to zignorowałem i przewróciłem się na drugi bok, szczelniej przykrywając kołdrą.
Kolejny dźwięk dzwonka sprawił, że otworzyłem oczy, mrużąc je z wściekłości, ale nie wstałem. Głównie dlatego, że normalni ludzie mimo wszystko wciąż byli w swoich domach, bo była pieprzona czwarta nad ranem, a poza tym kto o zdrowych zmysłach przychodzi w odwiedziny o tej porze? Jasne, miałem walniętych przyjaciół, ale wątpiłem, żeby ktokolwiek wybrał się na spacer w nocy i przechodząc obok kamieniczki, w której mieszkałem, pomyślał „O, może wstąpię do Luhana na kawę”. Zwłaszcza, że padało mocniej niż na początku, a burza przybrała na sile. Dlatego kolejny raz zignorowałem, stwierdzając, że czai się na mnie jakiś złodziej albo gwałciciel.
Nie wytrzymałem za trzecim razem, kiedy wraz z dzwonkiem pojawiło się uporczywe pukanie, które z łatwością rozniosłoby mi drzwi.
— Cholera — warknąłem do siebie, z trudem wychodząc z cieplutkiego łóżka. Ubrałem na swoją koszulkę szlafrok, wsunąłem stopy w kapcie i zaświecając światło po drodze, w salonie, skierowałem się w stronę drzwi, a pukanie się nasilało. — No idę! — krzyknąłem.
Już nawet  nie zwracałem uwagi na to, kto może stać za nimi, po prostu je otworzyłem i moim oczom ukazał się człowiek, którego najmniej się spodziewałem. Naprawdę, w życiu nie powiedziałbym, że Sehun ma w sobie taką siłę, żeby wyjść z łóżka o czwartej nad ranem. No, chyba że miał naprawdę poważny powód, w co wątpiłem, bo to był ten typ człowieka, który ma w życiu szczęście i cóż, raczej nic złego mu się nie działo. Pomijając poznanie mnie, ale sam chciał.
— Sehun? — jedynie to zdążyłem z siebie wydusić, ponieważ przyciągnął mnie do siebie i nie zważając na to, że jest cały mokry, mocno mnie przytulił. Nie opierałem się, chyba byłem na to też za bardzo zaskoczony. Stwierdziłem, że na opieprz i wyzwanie Sehuna od debili będzie czas później. W zamian za to uniosłem ręce i obtoczyłem szyję mojego narzeczonego, uśmiechając się do siebie lekko. Jednak dobrze było go mieć przy sobie, nawet jeśli postanowił odwiedzić mnie o takiej porze. — Co ty tu robisz? — zapytałem, odsuwając się od niego. Złagodniałem, gdy zauważyłem jego przemoczone włosy, ubrania, z których lała się woda i napuchnięte oczy. Wyglądał, jakby płakał, ale nie wiedziałem, czy na jego policzkach były łzy czy zwykły deszcz.
— Musiałem cię zobaczyć, przepraszam — powiedział, dysząc pomiędzy kolejnymi słowami. Potem złożył na moich ustach słodki pocałunek.
— I przyjechałeś z drugiego końca miasta?
— Przybiegłem — odparł ledwo słyszalnie, bo jego klatka wciąż poruszała się nierównomiernie. — Musiałem oddać samochód Chanyeolowi, a umarłbym, gdybym cię nie zobaczył — dodał, podciągając nosem, a ja zmarszczyłem czoło.
— Przybiegłeś? — prychnąłem. — Jesteś idiotą, zachorujesz.
— To nie ma znaczenia — odpowiedział i uśmiechnął się, ponownie mnie przytulając. — Najważniejsze, że tu jesteś, Lu — mruknął, całując mnie w głowę. Uśmiechnąłem się, czując jego ciepłe usta. — Miałem okropny sen — wyznał po chwili milczenia, którą przetrwaliśmy, przytulając się ciągle — byłeś tam ty, ja i setka ludzi. Wszyscy nas otaczali, patrzyli na nas, choć krzyczałem, żeby przestali. — Na moment przerwał, oddychając głębiej. — Ale później już ich nie widziałem. Tylko słyszałem. W zamian za to widziałem samochody, krew i ciebie. Leżałeś w moich ramionach, zasypiając, a ja mimo że prosiłem, byś otworzył oczy, nie zrobiłeś tego — tym razem już szepnął. Czułem, jak coś spada na moje jeszcze, jak dotąd suche plecy i wiedziałem, że były to łzy Sehuna.
— Sehun...
— Nie mogłem zostać w domu. Musiałem zobaczyć, czy wszystko z tobą w porządku — dodał, a ja pokręciłem ze zrezygnowaniem głową.
— Jesteś największym idiotą, kretynem i debilem, jaki w ogóle chodzi po Ziemi, ale to nic, bo cholernie cię kocham —  powiedziałem całkiem szczerze, odsuwając się nieco, tak, bym mógł zobaczyć twarz Sehuna. Otworzył szeroko oczy, ale po momencie uśmiechnął się szeroko.
— Powiedziałeś to...
Skinąłem głową.
— Też cię kocham, cholernie mocno.
Wraz z tym pocałował mnie. Nie delikatnie, nie cmoknął, po prostu złączył nasze usta i obdarzył mnie najcudowniejszym pocałunkiem, jaki mógł. Jego dłonie zsunęły się na moje policzki, a ja, czując stado motyli w moim brzuchu czułem się, jakbym znów  był w liceum i całował go po raz pierwszy. Tak, kochałem go, jego pocałunki, i mimo że często się na niego złościłem, to kochałem go całego, całym sercem.
—  Tak  — odpowiedziałem, gdy odsunęliśmy się od siebie. — Ale następnym razem nie rób całego maratonu po mieście, tylko po to, by mnie zobaczyć.
— Lu — szepnął, patrząc prosto w moje oczy — dla ciebie byłbym w stanie przebiec cały świat.
Uśmiechnąłem się.
Ja dla niego też.

_____________________________________________________________


Powiedział to, wow, potrzeba było aż 11 części, żeby się przyznał, że go kocha! Tak poza tym, to bardzo marnie u mnie z rozdziałami do przodu, ale chcę skończyć to opowiadanie w wakacje, więc postaram się szybko nadrobić. Ale mimo to będzie mi ciężko, ostatnio mam małe problemy ze zdrowiem, do tego pracuję, moje ręce cały czas są w ruchu i mimo to, że jest ciepło, słońce świeci i wgl, to są strasznie słabe i piszę po troszkę, więc jak w któryś piątek nie będzie rozdziału, zrozumcie. A po tym opowiadaniu chcę napisać kolejne rozdziałowe o tematyce sugar daddy z daddy!kink, co wy na to? Ale byłoby krótsze, do 10 rozdziałów, albo jeszcze krótsze. Lub wampiry *^* zrobię ankietę i zagłosujecie :3

I pytanko. Pytam przedwcześnie, bo ktoś jeszcze może się zdecydować, bo o tym nie wiedział :D
22 sierpnia w krakowie będzie zlot fanów azji, już 4. Wybiera się ktoś? Ja byłam rok temu, nie było źle, tylko brakowało mi muzyki, ale można było na to machnąć ręką. W każdym razie, w tym roku również będę - na pewno. Jeśli ktoś chciałby się spotkać, pofangirlować na hunhana, to ja bardzo chętnie *^*


11 komentarzy:

  1. Aż nie wiem co napisać >.<
    dobra to z bliźniakami to było wtf a Sehun o ramkach gadał XD
    "Sehun jedynie powymachiwał kutasem i zadowolony chwalił się wszystkim, że będzie tatusiem."... przepraszam, ale to zrobiło mi dzień, popłakałam sie ze śmiechu jak to przeczytałam :")
    I tak końcówka *-* Hun to serio idiota, mi nie chciałoby sie biec przez całe miasto .-.
    Weny~~
    /Miyuki

    OdpowiedzUsuń
  2. Bliźniaki! Wiedziałam, wiedziałam, wiedziałam!
    Jeśli chodzi o ten tekst z ,,wymachiwaniem kutasem", to zgadzam się z Miyuki XD
    Końcówka przesłodka. Aż ciasta mi się odechciało o_O
    Tylko jedna uwaga: ojcowi -> OJCU

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział jak i całe opowiadanie.
    Miałam czekac do zakończenia ale nie mogłam się juz powstrzymać a więc jestem i się niecierpliwie xD
    Powodzenia!

    Akurat bede w tym czasie w Krakowie, zastanwowie się co i jak ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. To było świetne.Chyba mój ulubiony rozdział ,a niektóre teksty mnie po prostu zabijały. Bliźniaki...szczerze ? To ja bym się nigdy nie spodziewała. I ta ostatnia scena. Wyobraziłam sobie Sehuna biegnącego z końca miasta w deszcz i burze bo,mu się śniło.Z jednej strony głupie,ale z drugie takie kochane *^* ( Też chce mieć takiego chłopaka !!!! :c ) No i Lulu w końcu powiedział,kocham cię ... BRAWO już myślałam ,ze to się nigdy nie stanie albo w ostatnim rozdziale ... Będzie mi baaaaaardzo smutno jak, to opowiadanie dobiegnie końca. Jednak jest dopiero dziewiąty rozdział i na razie czekam aż, dodasz kolejny ! Życzę weny i duuużo zdrowia ! :****

    Co do zlotu. Niestety nie pojawię się. W tym czasie będę za granicą :( Bardzo chciałabym Cię poznać .. Może za rok !

    OdpowiedzUsuń
  5. Tyle czekałam na nowy rozdział i było warto. Na prawdę bardzo fajny taki lekki i przyjemny.Zgadzam się z osobami powyżej, te teksty są genialne.Nie wiem kompletnie co, napisać. Sehun to idiota .. Jak ? No jak o, 4 w nocy chciało mu się biec przez głupi sen. Czytałam ten rozdział o czwartej i przyznam ,że komentarzu mi się nie chciało napisać ,a co dopiero biec całe miasto w ulewe.. On musi naprawdę kochać Lu ,ale co nie wyklucza ,że jest głupi ..Przepraszam ,ale no nie wiem co napisać ! :( Może przez to ,ze spałam niecałe 2 godziny i mój mózg nie myśli. Postaram się kolejne komentarze pisac sensowne. Z ładem i składem.Za wszelkie błędy przepraszam. Kraków ? Aigoo miałam w planach ,ale to bardzo daleko ode mnie ,więc nie wiem.. Znając mnie wszystko okaże się dzień przed lub w ten sam. Ahh na koniec życzę dużo weny na wszystkie opowiadanie , one-shoty itp. Czekam o, tym na podstawie Titanica.. Ogólnie czekam na wszystkie ! A no i zdrówka dużo skarbie nasz ! :*******

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba się za bardzo użalam nad soba w tym komentarzu... ;---;

      Usuń
  6. Na początku, zanim zapomnę : "bardziej pokorniejszy". Wybacz, że się tak trochę czepiam, ale : pokorny-pokorniejszy-najpokorniejszy albo pokorny-bardziej pokorny-najbardziej pokorny. Jak interpunkcję potrafię całkiem olać, tak na tego typu błędy jestem strasznie wyczulony. :||
    Tak, wiem, opuściłem się trochę jeśli chodzi o komentowanie, ale jestem w plecy w sumie ze wszystkimi fickami, które miałem regularnie czytać i komentować, za co przepraszam i obiecuję poprawę.
    I, dochodząc w końcu do sedna : wow. Wowowow. Bliźniaki? Luhan ma przesrane.
    Podobała mi się końcowa scena, mimo, że zawiała trochę wątkiem rodem z typowej 100% hetero dramy. Dobrze, że Lu w końcu się przełamał, a Sehun to od teraz totalnie mój boyfriend material. ;_;
    Nawiązując jeszcze do wcześniejszych rozdziałów, jestem ciekaw co ma w planach Eunjin i jak przebiegnie konfrontacja naszych szanownych narzeczonych z ojcem Hana, dlatego mam nadzieję, że wena Cię nie opuści i będziesz w stanie swobodnie skończyć to opowiadanie.
    Na zlocie pewnie nie będę (nie umiem w relacje międzyludzkie, ewu), ale życzę miłej zabawy!~♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. okok, spoko :D dzięki, że mówicie, nie mam bety, sama wszystkiego nie wyłapię, więc dobrze, przynajmniej będzie mniej błędów *^*

      Usuń
  7. Tekst o wymachiwaniu rozśmieszył nawet moją koleżankę która yaoi nie lubi :D A końcowa scena to awwwww *-* taka słodka. Unnie powodzenia w pisaniu następnych rozdziałów! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.S. - Mogę mówić do ciebie Unnie prawda? ;D

      Usuń
  8. Boże, bliźniaki są takie perf, a w połączeniu z hunhanem to już w ogóle. Sram na ich dom, ja jebie. Za dużo pieniędzy ma w dupie Sehun, kurwa, to musi nimi srać. AHA, FAJNIE - ja nigdy takiego nie będę miała, a będę zapierdalała w pracy dłużej, niż on się rucha z Luhanem. (plan - znaleźć bogatego Sehuna)
    Kurwa, H I T, Sehun jak zwykle idealny. Czy ja mogę płakać? NICE, Popłakałam się. I jeszcze "kocham Cię" od Luhana - SUPER, co ja mam teraz zrobić?
    Boże, ale jestem fajna i mogę przeczytać kolejny rozdział. Ja jebie - przemyślałam to.

    OdpowiedzUsuń

Followers