środa, 24 grudnia 2014

december snow





hunhan, crack, supernatural, angst, romance, fluff
pg-13


请求

Dlaczego nienawidziłem Świąt Bożego Narodzenia? Ponieważ to wiązało się z Wigilią, Wigilia z choinką, choinka z prezentami, a prezenty z małymi bachorami i pracą. Dodam, że okropną, męczącą harówą już od pierwszego stycznia, by w ogóle wyrobić się do tego jednego, głupiego dnia, żeby zadowolić miliony dzieciaków, na czym nigdy szczególnie mi nie zależało. W ogóle mi nie zależało, jeśli miałbym być szczery, głównie dlatego, że nigdy nie otrzymywaliśmy nic w zamian, tylko ciągłe narzekanie YiFana, który wkurzał się o wszystko, a sam nic nie robił. Dlatego byłem za tym, by zlikwidować w ogóle ten dzień, miałbym wtedy więcej czasu dla siebie. Być może wybrałbym się na narty w Alpy, albo całkowicie zmieniłbym klimat i wybrał Hawaje? Cokolwiek, wszystko, tylko nie biegun i wieżowiec w samym jego środku. Tak, wieżowiec, drapacz chmur, wielki gmach, który był widoczny z kilometra. Całe to miasteczko Świętego Mikołaja było całkiem inne niż w wyobrażeniach ludzi. Nie mieszkaliśmy w wiosce, tylko w dość dużym mieście, przypominającym mi Nowy Jork, tylko, że troszkę mniejszy i cały ośnieżony. Przyzwyczaiłem się do zimy, bo praktycznie przez całe życie wychowywałem się, patrząc na spadające płatki śniegu. I nie narzekałem, zdążyłem nawet ją pokochać, chociaż noszenie futra nie było wcale fajne. W każdym razie w tym najwyższym wieżowcu znajdowało się biuro samego Mikołaja połączone z fabryką zabawek. I sam Mikołaj wcale nie był wielkim grubasem z białą, kręconą brodą i brązowym worem pełnym prezentów z reklamy Coca Coli. Nasz Mikołaj, cóż...
– YiFan! – krzyknął Junmyeon, wbiegając do biura Wu. Zostawił otwarte drzwi, więc znowu mogłem podsłuchać fascynującą rozmowę, która ani trochę mnie nie interesowała. Bardziej męczyło mnie to, że nie będę mógł spać w spokoju, bo ich głosy wciąż będą mi się mieszały nad głową.
– Ile razy mam powtarzać, że nie jestem YiFan, tylko Mikołaj? Jeszcze raz! – Tak, zaczyna się.
– Mikołaju?
– Dużo lepiej – odpowiedział mój szurnięty kuzyn. Nie znałem człowieka bardziej wkurzającego niż on, naprawdę, a mieszkałem wśród zgrai cholernie miłych elfów. Czasami myślałem, że przez to zwariuję i wyląduję szpitalu dla chorych psychicznie. – Słucham?
– Prawie skończyliśmy kompletować wszystkie zabawki – odpowiedział dumnie Junmyeon. Już widziałem, jak szczerzy się do YiFana, chcąc mu się podlizać. A ja uśmiechałem się wrednie, wiedząc, że to na nic się nie zda, bo Mikołaj znalazł już swoją Panią Mikołajową. O ile Nana poleci na jego cukierkowe laski. – Zostało tylko kilka dzieci z najtrudniejszymi życzeniami. Megan z Newcastle chce pieska, a Bryan z Londynu brata...
– Megan dajcie pluszowego psa, a Bryanowi lalkę. Albo robota, gwarantuję, że się ucieszy.
– Uch, Mikołaju? – wlekł dalej Junmyeon, a ja zastanawiałem się, jak mu się chce tak bardzo przejmować takimi głupotami. Ja już dawno odpuściłem. – Został jeszcze jeden. Ten, który przychodzi do nas od siedmiu lat. Co mamy z tym zrobić?
Słyszałem, jak YiFan wstaje od dębowego biurka. Poinformowało mnie o tym szuranie krzesła o ciemne drewno. Wraz z tym schowałem się jak mogłem pod moim puchowym, kremowo-szarym futrem, przykrywając nawet głowę. Spanie i lenienie się w pracy było fajne, dopóki nie zostało się przyłapanym. A ja nie miałem najmniejszej ochoty na przerywanie swojego nic nierobienia. Ale i tak chwilę potem wyjrzałem zza mojej prowizorycznej kołdry, spoglądając na mojego kuzyna, którego nie dało się przeoczyć. Jego oczojebny, czerwony garnitur widoczny był bardziej niż sam ten wieżowiec, a ulizane, zaczesane do tyłu, pełne żelu włosy wyglądały, jakby nie mył ich tydzień.
Obserwowałem, Jak YiFan kieruje się w stronę Yixinga, który zasypany papierami, które jednocześnie były listami od dzieciaków z różnych stron świata. Zawsze zastanawiało mnie to, jak mojemu pra pra dziadkowi chciało się zakładać ten interes. Dawał coś od siebie całemu światu, a w zamian nie otrzymywał nic. Poświęcił całe swoje życie, by uszczęśliwić ludzi, którzy przypominali sobie o nim tylko na święta. Później to, co zbudował przekazał pra dziadkowi, pra dziadek dziadkowi, a dziadek YiFanowi. Szczerze, nie dziwiłem się,  mając wybór, wybrał akurat tego pajaca. Ja nie nadawałem się na Mikołaja, bo jak to stwierdził Wu - z fabryki zabawek zrobiłbym burdel.
– Nie wiemy, co zrobić – zaczął rozpaczliwie Yixing, zaciskając z wielkim przejęciem dłonie w pięści. – Życzenie powtarza się nieustannie od siedmiu lat, a my nie jesteśmy w stanie...
– Spełnijmy je – odpowiedział stanowczo Wu.
– Ale...
– Poradzimy sobie – odparł. – Musimy. Nie zostało dużo czasu, dlatego spełnimy je w tym roku.
– Nie mamy takiej mocy – dodał Junmyeon, opuszczając bezradnie ręce.
– Mamy – stwierdził YiFan. – Gdzie jest Luhan?
Otworzyłem szerzej oczy, momentalnie chowając się pod futrem. Zanurkowałem tak głęboko, jak jeszcze nigdy wcześniej, mając wielką nadzieję, że sofa, na której leżałem okaże się nie mieć dna. Po co ja w ogóle przychodziłem do tej głupiej pracy?
– Luhan?
– Śpię! – odpowiedziałem w pośpiechu, już nawet nie myśląc. Może mi nie uwierzycie, ale już byłem gotowy skoczyć z ostatniego piętra wieżowca, niż zabrać się za jakąkolwiek robotę. Właśnie w takich chwilach uświadamiałem sobie, jak bardzo leniwy jestem. I nie, nie miałem w planach się zmieniać, bo praca było dla mnie słowem całkiem obcym.
– Luhan, wstawaj, albo wyślę cię do kopalni kuć lód – warknął Wu, a ja wyjrzałem zza płaszcza, marszcząc czoło. Nie podobała mi się jego władza. Dziadek nigdy nie zmuszał mnie do pracy, w przeciwieństwie do tego przerośniętego pajaca, który nie potrafił poderwać nawet dziewczyny w nim zakochanej. Kompletny nieudacznik i nie wierzyłem, że jest moim kuzynem z krwi i kości. – Mam dla ciebie specjalne zadanie – dodał po chwili, a ja wywróciłem oczami, całkowicie wychodząc spod futra, przez które powoli zaczynałem się topić. Może na zewnątrz było potwornie zimno, ale w środku wieżowca było naprawdę gorąco.
– Nie chce wiedzieć jakie, bo wiem, że wiąże się z pracą.
– Wyjedziesz stąd.
– Uu, już mi się podoba – powiedziałem nagle z większym entuzjazmem – ale chyba nie teraz? Bo jak widzisz, jestem zajęty.
– Czym?
– Leżeniem – odparłem i uśmiechnąłem się do niego wrednie. – Po prostu regeneruje swoje siły na kolejne godziny nic nie robienia, a ty w tej chwili mi przeszkadzasz – dodałem po chwili, natomiast YiFan warknął coś pod nosem, prostując swoją czerwoną marynarkę, która z minuty na minutę wydawała mi się coraz bardziej brzydka.
– Wstawaj – mruknął – inaczej twoje przyszłe wakacje skończą się w kopani – dodał, a ja niechętnie zwlokłem się z kanapy z wielkim jękiem niezadowolenia. Niech ten pajac widzi, że wyrządza mi wielką krzywdę i przez niego cierpię. – A teraz chodź – poinstruował mnie, a ja zmuszony go słuchać, udałem się za nim, po drodze zabierając ze stolika Kyungsoo kilka ciastek. – Co rok jeden chłopak przysyła ten sam list. Właściwie od samego początku nie zmienił w nim ani słowa, ciągle prosi o to samo – dodał po momencie, zatrzymując się przy szklanych kulach, które na pozór przypominały bombki, ale nie były nimi. – W tym roku musimy wreszcie spełnić jego życzenie.
– O co prosi? – zapytałem, kosztując pierwszego ciastka Kyungsoo. Musiałem przyznać, że był najlepszym cukiernikiem na całym biegunie, jak nie na świecie.
– O miłość.
Spojrzałem bez zrozumienia na Wu.
– To po co mam tam jechać? – zadałem kolejne pytanie, w ogóle nie rozumiejąc. YiFan był dość walniętym człowiekiem, o ile w ogóle mogłem tak go nazwać. Ja stuprocentowym elfem również nie byłem. To wszystko przez to, że należeliśmy do rodziny Mikołaja, który musiał przejść na emeryturę. I właściwie niesamowicie się cieszyłem, bo spiczaste uszy wcale do mnie nie pasowały. Musiałem tylko pogodzić się z niesamowicie bladą cerą, ale ona była do zniesienia. – Co ja mam mu zrobić? Znaleźć dziewczynę? Nauczyć go kochać? Wybacz, ale dobrym mentorem nie będę. Ja sam kocham tylko słodycze i swoje łóżko. I dni wolne od pracy – skomentowałem, wpychając do ust kolejne ciastko. – Poza tym ma siedemnaście lat. Nie jest za stary na prezenty od Świętego Mikołaja? – zapytałem, patrząc na jego dane wyświetlające się w szklanej bombce. – Gwarantuję, że poczeka jeszcze kilka miesięcy i sam znajdzie sobie kogoś. No chyba, że jest brzydki, to mógł poprosić o urodę – dodałem i zjadłem ostatnie ciastko. Na drogę będę musiał wziąć ich cały wór.
– Luhan – odezwał się w końcu Wu – w końcu sam się przekonasz jaki on jest i co musisz zrobić. Po prostu tam pojedź. On nie ma wiele czasu.
– Znów bierzesz mnie na litość, nie podoba mi się to – mruknąłem.
– Po prostu mówię prawdę – odpowiedział po kilku chwilach. – W następnym roku nie dostaniemy od niego kolejnego listu. To ostatnia szansa.
– Wiesz, jak bardzo cię nienawidzę?
– Wiem – odparł z uśmiechem, zadowolony z wygrania konwersacji. – Zatrzymasz się u Baekhyuna. Mieszka obok tego chłopaka. I działaj.
– Jeszcze bardziej cię nienawidzę.


冬天


Baekhyun był moim kolejnym kuzynem. Moja rodzina była wielka, więc nie można było się dziwić, że jest tak licznie rozsiana bo różnych częściach świata. Natomiast Byun wraz z ciocią i wujkiem znaleźli sobie całkiem przyjemny domek na obrzeżach Seulu. Był inny, niż w tym, w którym mieszkałem na Biegunie. Tam zajmowałem apartament w kolejnym drapaczu chmur, a tutaj wszystko było takie przyziemne. Widziałem wieżowce, ale te malowały się w oddali, na tle jasnego nieba, ciesząc moje oczy. Podobało mu się tu, było tak miło i przytulnie. O ciepłym miejscu mogłem pomarzyć, bo śnieg był dosłownie wszędzie, ale nie narzekałem, bo dostałem ciepłe łóżeczko i grubą pierzynę, spod której nie chciałem wychodzić nawet na moment. Ale byłem zmuszony, bo wiedziałem, że Baekyun zda wszystkie relacje YiFanowi z mojej pracy. 
Westchnąłem ze zmęczeniem, naciągając na uszy grubą czapkę i obwiązałem szyję szalikiem. Byłem zmuszony wyjść na zewnątrz, no Baekhyun niemal mnie wypychał z domu siłą, a protestowanie nie zdałoby się na nic, bo ten mały, podstępny skrzat był nieugięty.
Obszedłem dom dookoła. Dwa razy. Zamierzałem to zrobić po raz kolejny, z braku jakiegokolwiek lepszego zajęcia, ale stwierdziłem, że to bez sensu i siadłem po prostu na jednym ze schodków prowadzących do domu. Zawsze narzekałem na to, że miałem zbyt wiele pracy, teraz za to umierałem z nudów. Ale postanowiłem nie narzekać, bo mogło być gorzej. Cieszyłem się tylko, że nie wysłali mnie do dziesięcioletniego bachora, który zrobiłby sobie ze mnie zabawkę. W każdej sytuacji można było znaleźć jakieś plusy.
Nie pamiętam, jak długo ta siedziałem, ale na pewno długo, bo tyłek zdołał przymarznąć mi do betonu. Ale w którymś momencie usłyszałem hałas dochodzący z podwórka obok. Znad krzaków wystawała puchowa czapka, a ja wstałem, by zobaczyć osobę, która przerwała. Nie miałem nic innego do roboty, a Baekhyun wyszedł z domu, zabierając ze sobą klucze. To, że byłem elfem Świętego Mikołaja, nie znaczyło, że byłem zimnolubny.
Schowałem się za ośnieżonym żywopłotem, ostrożnie wyglądając zza niego.
Wtedy po raz pierwszy na żywo zobaczyłem Sehuna.
Był taki jak na zdjęciu. Miał jasne włosy, które wyślizgiwały się spod czapki, ciemne, brązowe oczy z długimi rzęsami, różane usta i bladą skórę, której kolor mogłem przyrównać do porannej mgły. Był... wyjątkowy, inny niż pozostałe dzieciaki w jego wieku. Kiedy ma się siedemnaście lat, jedyną rzeczą w głowie są imprezy, nielegalny alkohol i może sex. Ciało się zmieniało, hormony buzowały, to napięcie nie pozwalało normalnie funkcjonować. A Sehun, on po prostu nie mógł, dlatego nie miał przyjaciół.
Baekhyun opowiedział mi o nim trochę i sprawił tym, że nagle mój świetny humor poszedł w niepamięć. Mimo że byłem leniwy, kochałem dokuczać Yifanowi,mówić, jak bardzo mnie denerwuje i byłem okropnym przykładem elfa, to nie miałem serca z lodu i chyba nie uodporniłem się na ludzkie cierpienie.
Zacisnąłem wargi w wąską linię, po czym obwiązałem szyję szczelniej szalikiem i ruszyłem w stronę Sehuna. Obszedłem naokoło by w końcu wyjść zza żywopłotu i ujrzeć chłopaka w całej okazałości.
Nasze pierwsze spotkanie było całkiem normalne.
– Cholera – szepnął do siebie, a ja uśmiechnąłem się, stojąc dokładnie przed nim. Nawet nie zauważył kiedy przyszedłem.
– Może pomóc?
Momentalnie podniósł wzrok i nakierował go na mnie. Jego oczy były nieodgadnione, ale ich kolor był piękny, intensywny, odznaczał się wśród tego białego, który otaczał nas z każdej strony. Kilka płatków śniegu osiadło na jego czarnych rzęsach, by po chwili i tak się roztopić i spłynąć po policzkach, na które wstąpił słaby rumieniec.
– Och – mruknął, rumieniąc się jeszcze bardziej – nie musisz.
– Ale chcę – odparłem całkiem szczerze, po czym przykucnąłem przy nim, posyłając mu delikatny uśmiech.  Wraz z tym sięgnąłem dłonią do jednego z kół jego wózka, starając się odplątać długi, brązowy szalik, który w nie wpadł. Odwiązując materiał, czułem na sobie intensywny wzrok blondyna, ale nie wprawiło mnie to w zakłopotanie. W zamian za to uśmiechnąłem się do siebie jeszcze szerzej.
– Dziękuję – powiedział, gdy zabrałem ręce i spojrzałem na niego.
– W porządku – mruknąłem – to nic wielkiego. Jestem Luhan – przedstawiłem się, wyciągając w stronę Sehuna rękę. Ten uścisnął ją, chowając twarz pod szalikiem. Był uroczy i cholernie się wstydził, ale ta cecha była w nim naprawdę cudowna. To sprawiało, że jego charakter był delikatny jak puch, całkiem niewinny.
– Sehun – odpowiedział. – Pierwszy raz widzę cię tutaj, jesteś stąd?
Pokręciłem głową.
– Przeprowadziłem się tu niedawno – wyjawiłem, wskazując na dom obok – jestem kuzynem Baekhyuna. Ale nie bój się, nie jestem takim dziwakiem jak on.
– Baekhyun jest całkiem miły – stwierdził, a ja zaśmiałem się pod nosem, kiwając głową.
– Ale to nie zmienia faktu, że jest dziwny. Wyszedł z domu, zamykając go, a ja marznę na dworze, czekając aż wróci  – niemal jęknąłem, notując sobie w głowie, by udusić Byuna przy najbliższym spotkaniu.
– Może chcesz wejść? – zapytał, wskazując na swój dom, a ja pokręciłem głową.
– Nie, w porządku. Baekhyun i tak zaraz wróci, ale kiedyś cię jeszcze odwiedzę – powiedziałem, a Sehun uśmiechnął się słodko. Polubiłem ten uśmiech. – Miło było cię poznać, Sehun.
– Ciebie również, Luhan.
To spotkanie zapamiętałem na wieki i nie potrafiłem wymazać go ze swojej pamięci. Odtwarzałem je w kółko przed snem, każdego wieczoru, przypominając sobie Sehuna. To on, nie mając zupełnie nic, uśmiechał się bardziej szczerze i częściej od kogoś, kto ma wszystko. 



微笑



Byłem raczej osobą, która nie przepada za pieszczotami ani za przymilaniem się do innych, zwłaszcza nieszczerze, jak robiłem to ja względem Sehuna. Nadal uważałem, że lepszym wyjściem byłoby wysłanie jakiegoś rówieśnika, który pokochałby go nie z przymusu. Może przestałem uważać to zadanie za niewyobrażalną karę, jak robiłem to na samym początku, ale nadal uważałem, że nie jestem odpowiedni. Sehun naprawdę łatwo się mógł na mnie zawieść, a ja chciałem, żeby po prostu było dobrze. Poza tym... niedługo po świętach musiałem wracać na Biegun. Może nie już tydzień po, ale nie mogłem spędzić w Korei więcej niż kilka miesięcy. Miałem swój dom i nie wytrzymałbym na dłuższą metę, mieszkając pod dachem razem z Baekhyunem. Nie chciałem dawać temu dzieciakowi miłości tylko na święta, a potem zostawić go nawet bez pożegnania zupełnie samego.
Prychnąłem pod nosem.
Powoli zaczynały pokazywać się we mnie ludzkie uczucia, a to nie znaczyło dobrze, przynajmniej dla mnie. Potem zamienię się w milutkiego elfika, który za marne wynagrodzenie będzie harował dla bachorów na zabawki. Nie. Nie mam zamiaru.
Zadzwoniłem do drzwi i spojrzałem na tackę przeróżnych ciastek, począwszy od tych o smaku czekoladowym, poprzez bananowe, malinowe, a kończąc na truskawkowo-miętowych, które lubiłem najbardziej. Kiedyś Kyungsoo nauczył mnie je robić i musiałem przyznać, że zdziałał cuda, bo te przysmaki wychodziły mi naprawdę jadalne. Czegoś podobnego nie można było kupić na żadnym straganie ani w żadnym sklepie. Do tego trzeba było przelać wiele miłości i może szczyptę magii, której żaden inny człowiek nie posiadał.
Sehun otworzył po kilku minutach, spoglądając na mnie z małym zaskoczeniem, ale mimo to uśmiechnął się pogodnie, zapraszając mnie do środka.
– Mam nadzieję, że ci nie przeszkadzam? – zapytałem, a w odpowiedzi Oh pokręcił głową.
– Nie. Nawet ratujesz mnie, bo okropnie się nudziłem – stwierdził, pokazując na telewizor, który włączony wisiał w salonie, do którego po momencie się udaliśmy. – Od samego rana jestem sam i tak właściwie jest codziennie, więc miło, że wpadłeś – dodał i spojrzał na mnie ponownie. – Napijesz się czegoś?
– Nie – odparłem – ale przyniosłem ciasteczka na powitanie.
– Ale to ja powinienem coś upiec i dać tobie na powitanie. W końcu to ty się wprowadziłeś – zaśmiał się, natomiast ja położyłem tackę z łakociami na niskim stoliczku do kawy i ściągnąłem kurtkę, odkładając ją na bok.
Uśmiechnąłem się głupio.
– U nas w kraju tak się robi. Mamy inne zwyczaje – wymyśliłem całkowicie na poczekaniu. Nie mogłem przecież powiedzieć, że upiekłem je, by mieć pretekst, żeby spędzić z nim trochę czasu i porozmawiać.
– Nie wspominałeś skąd jesteś. Możesz opowiedzieć – stwierdził radośnie, klepiąc na kanapę, bym usiadł. Sam został w swoim wózku. Tak najwyraźniej było mu najwygodniej.
– Finlandia. – Kolejne kłamstwo. Ale miało jakieś ziarnko prawdy. To państwo nie leżało tak daleko od Bieguna. I cóż, przecież nie mogłem powiedzieć mu prawdy. Prawdopodobnie by mnie wyśmiał i uznał za dziwaka. Reakcje ludzi były dziwne. – Ale jestem chińczykiem. Po prostu tam się wychowałem i spędziłem całe swoje życie pośród śniegu, śniegu i jeszcze raz śniegu. Można zwariować, zwłaszcza kiedy kocha się słońce, ciepło i lato.
– Zima jest lepsza – skwitował Sehun. – Przyroda wydaje się magiczniejsza, poza tym są święta. 
– Lubisz święta? – Spojrzałem na niego w skupieniu, nie odrywając wzroku nawet na moment. Sehun zastanawiał się przez chwilę, jakby nie był pewien swojej odpowiedzi, ale to właśnie wtedy miałem czas na przyglądnięcie się jego spokojnej, przystojnej twarzy. Był naprawdę urodziwy, choć jego mina mówiła, że jest zły na cały świat. Mimo wszystko rozpogadzał to promienny uśmiech, który towarzyszył mu praktycznie przez każdą minutę jego życia i różowiutkie policzki, które były prawdopodobnie tak rozgrzane jak kominek w biurze Krisa palący się przez cały czas.
– Czasami bywają naprawdę smutne, ale tak – odpowiedział i ponownie się uśmiechnął, czym sprawił, że uczyniłem to samo. Całkiem niespodziewanie. To był taki odruch, ciepłe uczucie, które dosłownie rozlało się w moim wnętrzu. – Moja mama bardzo dużo pracuje, nie ma czasu spędzać ich ze mną, ale to nic. Zawsze mogło być gorzej – dodał i wzruszył ramionami. – A czemu ty nie lubisz zimy?
– To zimno sprawia, że odmarzają mi palce u rąk, uszy i nos – zaśmiałem się – a lato jest lepsze. Można wylegiwać się w słońcu, kąpać w basenie i chodzić w krótkich ubraniach. Może letni krajobraz nie pobija tego zimowego, ale mimo wszystko wolę słońce i ciepło – skomentowałem i uniosłem delikatnie kąciki ust ku górze. – Jedyne, co w zimie jest fajne, to klimat. Ten magiczny, niezapomniany, który panuje tylko w Święta. Ale gdybym mógł, wyprowadziłbym się na Hawaje i stamtąd już nie wracał – dodałem i wzruszyłem jedynie ramionami, podsuwając Sehunowi pod nos ciastka. – Spróbuj, myślę, że wyszły całkiem dobre.
– To miłe, że je zrobiłeś – stwierdził po chwili i wziął te malinowe. – Dawno nie jadłem domowych ciasteczek – przyznał i spróbował, a na jego twarzy od razu dostrzegłem słodki uśmiech. Niemal tak słodki jak te wszystkie łakocie, które przyniosłem. – Opowiedz mi jeszcze o Finlandii – poprosił, a ja zaśmiałem się, zdając sobie sprawę, że nic o tym kraju nie wiem. Nie chciałem okłamywać Sehuna, ale widząc jego podekscytowanie malujące się w oczach, zaryzykowałem.
– Jest cały czas zimno – zacząłem, choć to już doskonale wiedział – ale całkiem przyjemnie. Mieszkam w mieście, gdzie pełno jest wieżowców pnących się pod same chmury. W jednym z nich znajduje się biuro mojego kuzyna, który mnie tu przysłał. Jest moim szefem, choć wcale tak go nie traktuję – powiedziałem całkiem poważnie. – Chociaż on zawsze zachowywał się jak pan i władca. Gdy byliśmy mali, zawsze to on decydował o zabawach, w jakie graliśmy. Pamiętam, jak raz chciał się bawić w chowanego. Poszedł się schować, a mnie najzwyczajniej odechciało się szukać i poszedłem się przespać. Czekał na mnie przez cztery godziny, naprawdę myśląc, że się z nim bawię. – Sehun zaśmiał się, a ja mu zawtórowałem. Zaczynałem dochodzić do wniosku, że widok śmiejącego Sehuna staje się moim ulubionym.
– Jesteś leniwy – skwitował Sehun, ale kąciki jego ust nawet na moment nie opadły.
– Po prostu lubię spać – odparłem – to różnica.
Nie odpowiedział. Ale wziął kolejne ciastko, a jego policzki przybrały odcień delikatnego różu. W tamtym momencie zrozumiałem, że jestem jego jedyną nadzieją na udane Święta.




男孩




 Zaczynałem dochodzić do wniosku, ze sterczenie przy oknie staje się moim ulubionym zajęciem, ale tylko wtedy, gdy mogłem popatrzyć na Sehuna. To nigdy nie mogło mi się znudzić, ale wiedziałem, że to jedne z nielicznych chwil, kiedy miałem okazję to robić. W końcu i to kiedyś się skończy, a ja będę musiał wrócić na Biegun, do rzeczywistości, którą musiałem pozostawić. To wszystko było tak nietrwałe, zbyt ulotne, a ja chyba naprawdę polubiłem tego dzieciaka. To było dla mnie naprawdę trudne. Wiedzieć, że umiera, powoli słabnie i czas odbiera mu ostatnie minuty życia... Chciałem to zatrzymać, ale nie byłem Bogiem, tylko Elfem, w dodatku najbardziej leniwym ze wszystkich. Nie mogłem zrobić nic, tylko prawdziwie go pokochać?
Czy bałem się tego? Niesamowicie bardzo. Przecież wiedziałem, że niedługo nastąpi koniec, ale mimo to brnąłem w to dalej, bo ciągle było mi mało. Nie potrafiłem się zatrzymać i chyba właśnie to stało się dla mnie niebezpieczne, nieco zbyt szalone.
Uśmiechnąłem się lekko, spoglądając na dół. Śnieg powoli topniał i odsłaniał trawę w ogródku sąsiadów. Sehuna widziałem przez okno, leżał na kanapie, prawdopodobnie spał, ale nie widziałem jego twarzy. Wiedziałem tylko, że zima bez śniegu dla niego już nie była tak piękna. Dlatego spojrzałem w niebo i ruszyłem dwoma złączonymi palcami, by wreszcie z góry ujrzeć pierwsze śnieżynki, które na nowo miały przyozdobić Seul. Święta zbliżały się wielkimi krokami, a ja chciałem, by wszystko było idealne.
Zacisnąłem wargi w wąską linię. To naprawdę będą najlepsze Święta w życiu Sehuna.




白色


Nie wiem jak to się stało, ale w końcu przestałem liczyć dni. Nie spoglądałem już tak często w kalendarz i nie odliczałem minut do powrotu. Wszystkie te godziny zaczęły się ze sobą zlewać, a ja sam jakbym tkwił w miejscu, chociaż koniec zbliżał się wielkimi krokami. Nie chciałem o tym myśleć, twierdziłem, że nie powinienem się smucić w takie dni. Powinienem pozostać uśmiechniętym, to był mój priorytet. Nie mogłem pokazać moich słabości Sehunowi, w końcu byłem kimś, dzięki komu miał być po prostu bezwarunkowo i nieodwracalnie szczęśliwy.
Tamtego dnia leżałem w swoim pokoju i bezczynnie wpatrywałem się w okno, za którym powoli robiło się już ciemno. Niebo było jeszcze różowe, ale mimo wszystko magiczne, przyozdobione pojedynczymi, wolno spadającymi płatkami śniegu, które zakrywały puchem dachy i ziemię. Nie wiem dlaczego nie odciągałem wzroku od tego widoku, być może dlatego, że liczyłem na to, że kogoś tam zobaczę. Najlepiej blondyna z pięknymi, czekoladowymi oczami i najszczerszym uśmiechem, jaki kiedykolwiek było dane mi zobaczyć? 
Ruszyłem się z miejsca dopiero kiedy usłyszałem wrzask Baekhyuna dochodzący z dołu. Prawdopodobnie znów coś ode mnie chciał, ale zignorowałem go, zerkając jeszcze raz przelotnie na okno. Za nim ujrzałem osobę, o której myślałem prawdopodobnie większość swojego życia, co zaczynało się robić dosyć chore, ale nawet o tym nie myśląc, zabrałem z brzegu łóżka kurtkę i założyłem ją na siebie, porywając w biegu jeszcze czapkę i szalik. Szybko obwiązałem go wokół szyi, choć wiedziałem, że nie muszę się tak spieszyć. Sehun nigdzie by mi nie uciekł, ale ja chyba po prostu nie chciałem marnować czasu, skoro jeszcze w ogóle go miałem. Dlatego nie patrząc pod nogi niemal zleciałem na dół, momentami potykając się o rzeczy, które były na drodze, ale i tak zawsze stały w tym samym miejscu.
– Luhan, czy mógłbyś... – zaczął Baekhyun, ale biedak nawet nie skończył, bo mu przerwałem.
– Nie mam teraz czasu.
– Ale...
– Później – mruknąłem i na pożegnanie cmoknąłem w jego stronę, w pośpiechu ubierając buty. Potem wybiegłem na zewnątrz, odszukując wzrokiem Sehuna, który oczywiście nadal był po drugiej stronie płotu, gdzie zaraz się udałem.
Sehun potrzebował świeżego powietrza. Potrzebował też widoku nieba i śniegu, który na moment przestał padać, choć wiedziałem, że w nocy przybędzie go drugie tyle. Wydawało mi się, że nienawidził siedzieć w domu, uważał je za więzienie, za coś, z czego tak usilnie próbuje się wydostać, a mimo to i tak zawsze wraca. Na pewien sposób było to dosyć smutne i dołujące, bo gdyby był w pełni sprawny, byłoby zupełnie inaczej. Ale on nauczył się akceptować swój los.
– Sehun – powiedziałem z uśmiechem, gdy wyjechał wózkiem na chodnik, na którym stałem. On spojrzał na mnie i uśmiechnął się, witając. – Jedziesz dokądś?
– Do parku – odparł – chociaż na chwilę. O tej porze jest piękny.
– Nie będziesz mieć nic przeciwko, jeśli pójdę z tobą? – zapytałem, a na usta Sehuna wstąpił jeszcze większy uśmiech, który rozświetlił jego twarz.
– Z chęcią, jeżeli tylko popchasz wózek.
– Nie ma sprawy – odparłem i zadowolony ustawiłem się z tyłu, oplatając dłońmi rączki od urządzenia, które po momencie pchnąłem i ruszyłem za nim. – Często tam chodzisz? – zapytałem po jakimś czasie, kiedy zostawiliśmy daleko w tyle nasze domy, a hałas samochodów nieco ucichł. Znajdowaliśmy się w tej spokojniejszej okolicy, gdzie wszystko nagle stawało się stokroć razy piękniejsze i bardziej niesamowite. A gdy weszliśmy do pobliskiego parku, zewsząd zaczęły otaczać nas lampki powieszone przy drzewach. Zupełnie jakbyśmy spacerowali pośród gwiazd.
– Teraz nie – odpowiedział po jakimś czasie Sehun, dokładnie obserwując migoczące światełka. – Ale gdy byłem młodszy, bywałem tu niemal codziennie. Czasem rodzice nie potrafili mnie zaciągnąć do domu, tak bardzo lubiłem to miejsce – dodał i odwrócił się, by spojrzeć na mnie. – Zatrzymajmy się i usiądź, chcę cię widzieć, jak z tobą rozmawiam.
Kiwnąłem głową i ustawiłem jego wózek na wprost ławki, na której usiadłem, wcześniej strzepując z niej śnieg, którym była przyozdobiona.
– Kiedy skończy się zima, będę cię tu częściej zabierał – powiedziałem i potarłem o siebie dłonie. – Założę się, że w lecie jest tu przyjemniej.
Sehun uśmiechnął się i kiwnął głową.
– O ile zdążysz – odparł – nie chcę tego utrzymywać w tajemnicy, Luhan. Ja po prostu umieram. Mogę nie  doczekać ani Świąt, ani wiosny czy lata. Tak naprawdę nie mam pojęcia, kiedy Bóg zażyczy, żebym opuścił Ziemię – dodał i wzruszył ramionami. Mówił o tym tak lekko, jakby było to całkiem normalne. Z każdym słowem w moich oczach stawały łzy, a on po prostu się uśmiechał.
– Dlaczego wciąż się uśmiechasz?
– Może dlatego, że jestem naprawdę wdzięczny? – powiedział niespiesznie, wzruszając ramionami. – To niezwykłe, że miałem okazję przeżyć te siedemnaście lat, bo niektórzy nie mieli tyle szczęścia co ja i nie dostali od losu nawet połowy z tego. Wiem, że umieranie nie jest przyjemne, ale to nieuniknione. Ty też kiedyś umrzesz, moja mama również. Każdy. Ja po prostu muszę odejść wcześniej. Być może po drugiej stronie jest lepiej – zaśmiał się, a ja starłem łzy, które spłynęły po moich policzkach. – Najważniejsze to pogodzenie się z tym, co nadejdzie, bo i tak nie da się tego w żaden sposób wyminąć.
– Nie potrafię cię zrozumieć...
Policzki Sehuna nabrały od zimna lekkiego rumieńca, a on sam uśmiechnął się lekko, ścierając łzy z mojej twarzy.
– Bo być może to po prostu za trudne. Ludzie nie potrafią pogodzić się ze śmiercią, dopóki ona ich nie dopadnie. Ja sam o niej wcześniej nie myślałem, aż do momentu, gdy zmarł mój tata. Miałem osiem lat i wielkie plany co do naszej dwójki. Chciałem grać z nim w piłkę, budować statki, chciałem, by nauczył mnie tego, co sam potrafi. Umarł w śnieżycę zaraz po świętach. Dużo płakałem, ale potem po prostu zrozumiałem, że to nie ma sensu. Nie lepiej jest wspominać ludzi, którzy odeszli z uśmiechem na ustach? Dlatego najlepiej też pogodzić się ze śmiercią. Po niej jest drugie życie, które jest przyjemniejsze niż to na Ziemi. Tak sądzę, skoro mój tata nie próbuje stamtąd uciec.
– Jesteś najdziwniejszą osobą, jaką kiedykolwiek spotkałem – mruknąłem i starłem do końca łzy, które w basku latarni i tych wszystkich światełek mieniły się na mojej twarzy. Byłem beznadziejnym elfem.
–  To dobrze – odparł po momencie ze śmiechem – dziwni ludzie bardziej zapadają w pamięć. Przynajmniej nie zostanę tak szybko zapomniany – dodał i schował nos w szaliku. – Wracajmy już. Zrobię nam gorącej czekolady.
To tamtego wieczoru poprawiło mi humor.






Święta chyba każdemu kojarzyły się z prezentami, śniegiem, a przede wszystkim z choinką i ozdobami. Na biegunie przyozdabialiśmy łańcuchami i światełkami biuro już na początku grudnia. Wszyscy mówili, że przy tym pracowało im się lepiej. Cóż... ja w spaniu nie widziałem żadnej różnicy. Mimo wszystko, gdy YiFan coś powiedział, musiało to być wykonane, a on kochał takie kiczowate pierdoły, co trochę zawsze było dla mnie nieco wieśniackie, ale mój kuzyn sam w sobie był chodzącą tandetą, zwłaszcza w Święta, gdy zakładał sztuczną, długą, pokręconą, białą brodę, którą pewnie zamówił na eBayu albo kupił na odpuście i czerwoną czapkę z pomponikiem. Zawsze z Chenem się z niego śmiałem, dlatego chyba w tym roku zdążę zatęsknić jeszcze nie raz za Biegunem, mimo że ciągle narzekałem. Ale tym razem miałem zastępstwo, którego raczej nie zmieniłbym na żadne inne. To chyba przez jego uśmiech, który jakby na stałe przykleił się do jego twarzy, co było śmieszne. Nigdy nie widziałem na niej wymalowanego smutku, który przecież dopadał każdego. To znaczy wszystkich, oprócz jego.
Tamtego dnia znaleźliśmy się w jego domu przed dużą, całkiem żywą choinką, która świeżo ścięta, nadal pachniała lasem. Jej igły kuły nas w palce, które po jakimś czasie stawały się czerwone, ale mimo wszystko nie przestawaliśmy. Sehun wieszał ozdoby na dole drzewka, natomiast ja, stojąc na koniuszkach palców, ozdabiałem górę. Czułem się tak jak za dawnych czasów, gdy miałem osiem lat i razem z YiFanem ubieraliśmy choinkę w naszym rodzinnym domu. Był wielki, a hol, gdzie umieszczone było drzewko był tak duży jak teraźniejszy dom Baekhyuna. Po całej zabawie z dekoracjami, dziadek wołał nas do siebie, gdzie zasiadaliśmy przed kominkiem, w którym tlił się ogień i słuchaliśmy opowieści. Pamiętam je do dziś i nadal przychodzi mi na samo wspomnienie uśmiech. Potem wszystko się popsuło, zwłaszcza moje relacje z Krisem, choć nadal się do siebie odzywaliśmy, a to już było coś.
–  Nigdy nie widziałem ładniejszej – podsumował Sehun, gdy już prawie kończyliśmy, chociaż drzewko wymagało jeszcze kilku elementów, które niewątpliwie musiałem dodać.
– Ładniejsze są na wystawach sklepowych – odparłem.
– Ej! – krzyknął roześmiany Sehun i rzucił we mnie złotym łańcuchem, który miałem powiesić. – Nasza jest najpiękniejsza.

– Dobrze, powiedzmy, że masz rację – powiedziałem z uśmiechem i usiadłem  na fotelu obok siedzącego na wózku Sehuna, który z zadowoleniem kiwnął głową o spojrzał na choinkę raz jeszcze.
Przez moment oboje milczeliśmy, wsłuchując się w odgłos wiatru, który potrząsał koronami drzew na zewnątrz i rozwiewał jeszcze sypki śnieg. Nawet bez słów potrafiliśmy się porozumieć. Coś w tym było, być może faktycznie w jakiś sposób  byliśmy dla siebie stworzeni? Nie miałem pojęcia, ale przy nim czułem się naprawdę dobrze, był zdecydowanie najlepszym prezentem na Święta, nawet jeśli miało być odwrotnie.
– Dziękuję – powiedział po chwili Sehun, przenosząc wzrok na mnie.
Spojrzałem na niego bez zrozumienia.
– Za co?
– Za to, że po prostu jesteś przy mnie. To wiele dla mnie znaczy – dodał i posłał mi jeden z tych swoich najpiękniejszych uśmiechów.


冬季


Zawsze o tej porze roku wychodziłem z biura otulony najcieplejszymi futrami i odwiedzałem rodzinny dom, który znajdował się kilkanaście kilometrów od centrum miasta. Gromadziła się tam cała rodzina, oprócz Mikołaja, czyli w tym roku Krisa. Rodzinne kolacje zawsze były najlepsze i zapadały mi głęboko w pamięć. Wspominałem je zawsze, kiedy tylko miałem okazję. W tym roku byłem na drugim końcu kuli ziemskiej z chłopakiem, który nawet w połowie nie miał tego co ja. Stracił ojca, a jego mama robiła wszystko, żeby zapewnić mu dłuższe życie, pracowała na lekarstwa, starała się jak mogła, ale zapominała przy tym być przy własnym synu, tak, by czuł jej miłość. Momentami miałem ochotę płakać za Sehuna. To przez tą potworną desperację, ponieważ sam nigdy nie widziałem tych łez u niego. Obcym ludziom mogło wydawać się, że to naprawdę dobrze, bo przecież podstawą był uśmiech, ale ja wiedziałem, że mimo wszystko Sehun w jakiś sposób cierpi, nawet jeśli tego nie okazuje zewnętrznie. To dlatego tak desperacko szukał miłości.
Wraz  z nadejściem tego oczekiwanego przez wszystkich wieczoru, wybiegłem z domu Baekhyuna tak szybko, że zapomniałem nawet przebrać butów i pobiegłem w stronę drzwi sąsiadów. Niedługą chwilę później siedziałem otulony grubym, białym kocykiem z kubkiem gorącej czekolady w rękach, znajdując się tuż obok Sehuna, który z opartą o kanapę głową, dokładnie słuchał moich historii. Był skupiony, może trochę rozbawiony, pochłaniał każde słowo. Nie potrafiłbym zapomnieć tego widoku, tak jak każdego innego związanego z tym chłopakiem.
– Mój dziadek mówił, że elfy istnieją – opowiadałem. Nie zdradzałem jednak tego, że sam jestem jednym z pomocników Mikołaja. Wolałem, by Sehun nie wiedział. Poza tym to nie było istotne. Najważniejsze było spełnienie misji, to było moim priorytetem. – Ale nie są takie, jak każdy myśli. Podobno są inne. Chodzą w grubych futrach, mają wielkie oczy, spiczaste uszy i bladą cerę. Nikną w śniegu, ale nie są malutkie i nie noszą rajtuz – zaśmiałem się, a Sehun mi zawtórował.
– Pasujesz na elfa.
– Nie chciałbym spiczastych uszu – podsumowałem i zmierzwiłem jego włosy. – Słyszałem, że cały rok ciężko pracują, by sprawić radość ludziom w ten jeden dzień w roku.
– Twój dziadek mówił coś o reniferach?
Kiwnąłem głową.
– Jest ich tam mnóstwo, są całe białe i niesamowicie piękne. Potężne – odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Sam miałem jednego, gdy byłem młodszy. Wabił się Jerry na cześć jednej z moich ulubionych postaci z kreskówek. – Ale nie mówią. Słyszałem też plotki, że w wigilijną noc o północy zwierzęta zaczynają mówić. Gdy byłem mały, zawsze próbowałem wytrwać i porozmawiać ze swoim pupilem, ale zawsze zasypiałem i rankiem w Boże Narodzenie byłem na siebie potwornie zły. – Uśmiechnąłem się lekko na to wspomnienie. – Dopiero później zorientowałem się, że to głupia plotka wymyślona przez ludzi – dodałem i spojrzałem na Sehuna. – A jak ty obchodziłeś swoje święta?
– Od śmierci taty przeważnie zawsze tak samo – skwitował i wzruszył ramionami – ale gdy jeszcze żył, zawsze rano jeździliśmy po żywą choinkę i wybieraliśmy największą i najpiękniejszą, jaką tylko znaleźliśmy. Raz przesadziliśmy, bo nie mogliśmy jej zmieścić w salonie – powiedział i zaśmiał się, zaciskając swoje smukłe palce na kubku z parującą gorącą czekoladą, którą po chwili upił. – Potem ubierałem ją z mamą, a tata ozdabiał ogródek i dom. Wtedy całe święta były magiczne – dodał i odłożył kubek na stolik stojący obok. – Po śmierci taty wszystko się zmieniło. Mama była smutna, ja chyba tylko zawadzałem – szepnął. Jego głos słabł. – Pewnego razu zobaczyła, jak piszę list do Mikołaja. Była zła. Krzyczała, że nie istnieje, że wierzę  w głupie bajki, które nigdy nie staną się prawdą. Przez chwilę jej wierzyłem, ale teraz już wiem, że nie miała racji.
– Dlaczego?
Sehun przez chwilę nie odpowiadał. Za to spoglądał tak głęboko w moje oczy, jakby mógł dotrzeć tam moją duszę. Jego wzrok równocześnie mnie paraliżował i koił. To było dziwne, ale sprawiało, że czułem się dobrze. Lepiej niż kiedykolwiek wcześniej. Najprawdopodobniej to dlatego, że po prostu był blisko mnie. To wystarczało.
Ale tamtego wieczoru to właśnie w tych jego oczach po raz pierwszy dostrzegłem łzy. Były czyste niczym świeży śnieg i pełne szczęścia. Nie mogłem dostrzec w nich smutku.
– Ponieważ moje życzenie się spełniło – odpowiedział.
Wtedy go pocałowałem, kładąc dłonie na jego policzkach. Opuszkami palców starłem łzy, a ustami skradłem jego pierwszy pocałunek. Jego wargi smakowały czekoladą, a on sam pachniał pomarańczami, był słodkim prezentem, który był tylko mój. Nikogo innego. Ja miałem dać mu tylko trochę miłości, kiedy sam cały w niej utonąłem. Niektórzy mogli powiedzieć, że będę żałował. Sehun odejdzie, a ja zostanę ze złamanym sercem całkiem sam. Ale pewnych rzeczy się nie żałuje, ponieważ niektóre osoby, mimo że odchodzą, pozostają z nami na zawsze.






Na Biegun wróciłem pod koniec lutego z całkiem innym nastawieniem, niż kiedy go opuszczałem. Miałem w sobie wiele siły i chęci, które chciałem przelać na wszystkich, którzy potrzebowali mojego wsparcia. Myślę, że chciałem po po prostu robić ze względu na Sehuna, ponieważ wciąż pamiętałem, jak szczęśliwy był, kiedy postanowiłem spełnić jego życzenie. Płakał, ale te łzy były o stokroć razy bardziej szczere od uśmiechu, który pojawiał się na jego ustach każdego dnia. Dlatego pracowałem, zapominając o tym, jak bardzo mi się nie chce. Być może tak też próbowałem zapomnieć o smutku, który towarzyszył mi każdego wieczoru, gdy wspominałem o Sehunie. To zabawne, on uśmiechał się nawet wtedy, gdy stykał się ze śmiercią, a ja nie potrafiłem powstrzymać łez na myśl, że teraz czuje się lepiej.
Sehun mnie zmienił. Sehun sprawił, że nie potrafiłem już być tą samą osobą, którą byłem wcześniej. Kris mnie nie poznał, stwierdził, że z Seulu wrócił ktoś zupełnie inny. Miał rację. Tamten Luhan umarł wraz z pierwszymi dniami pobytu tam, a wraz z poznaniem Sehuna, narodził się nowy. Chociaż cząstka dawnego mnie i tak pozostała.
Wieczorem, przed rozdaniem wszystkich prezentów, Kris dał wszystkim wolne. Ja wróciłem do rodzinnego domu i zamknąłem się w swoim starym pokoju, gdzie pełno było pluszaków, których rodzice nie mieli serca się pozbyć. Patrzyłem na nie ze łzami w oczach, siedząc na środku miękkiego dywanu pośród kilku listów, które wykradłem z biura mojego kuzyna. Chowałem je w niewielkiej, brązowej skrzynce, której klucz nosiłem zawsze przy sobie. Wszystkich autorem był Sehun, treść nigdy się nie zmieniła, za wyjątkiem charakteru pisma, które z roku na rok stawało się coraz bardziej staranne.
Moje oczy tonęły we łzach i starłem je dopiero wtedy, gdy usłyszałem, jak ktoś wchodzi do pokoju.
– Kris? – mruknąłem. – Nie powinieneś rozwozić prezentów?
– Za moment wyjeżdżam, przyszedłem sprawdzić jak się czujesz – odpowiedział i usiadł na łóżku, które stało niedaleko mnie. – Domyślałem, że ty ukradłeś te listy.
– Tobie nie były potrzebne.
Kris westchnął.
– Ten dzieciak cię zmienił. Dokonał cudu.
Zmrużyłem nieco swoje oczy i odłożyłem delikatnie list na swoje miejsce, po czym spojrzałem na mojego kuzyna.
– Tobie też by się przydał. Nosisz ten sam garnitur przez cały rok. I to, że jest czerwony wcale nie świadczy o tym, że jesteś Mikołajem, a raczej, że nie masz gustu – stwierdziłem, wzdychając cicho. Prawdopodobnie w innej sytuacji bym się zaśmiał, ale mówiłem akurat prawdę i nie zamierzałem uświadamiać Krisa, że tak nie jest.
– Mam kilkadziesiąt takich samych garniturów, nie chodzę w jednym – oburzył się, a ja jedynie przewróciłem oczami, uśmiechając się do siebie. Jak widać nadal nie mogłem powstrzymać się od docinania Krisowi, ale w tamtym momencie postanowiłem już po prostu odpuścić. – Myślisz o nim? – W odpowiedzi kiwnąłem głową. – Nie smuć się, Luhan. Pomyśl o tym tak, że byłeś jego najlepszym prezentem i dałeś mu coś, czego nie potrafił dać nikt inny. Nie bez powodu wybrałem ciebie – dodał po  chwili i poklepał mnie po plecach.
– Przestań mnie pocieszać i po prostu mnie przytul – westchnąłem, a ten przerośnięty elf przyciągnął mnie do siebie i zamknął w szczelnym uścisku. W normalnej sytuacji prawdopodobnie walnąłbym go i uciekł, ale teraz chciałem po prostu  zapomnieć.
– Przestań się mazać – polecił i odsunął się ode mnie. – Chcesz pojechać ze mną?
– Nie będzie mnie na rodzinnej kolacji.
– Czy to nie wystarczy, żebyś pojechał? Poza tym jedzie też Chen.
– Przekonałeś mnie – powiedziałem i uśmiechnąłem się do niego – idź beze mnie, ja za moment dołączę. Chcę posprzątać.
Kris kiwnął głową i wyszedł natomiast ja wstałem i zebrałem wszystkie listy, jeszcze raz rzucając na nie wzrokiem. Uśmiechnąłem się delikatnie, po czym schowałem je do skrzynki, zamykając ją kluczykiem, po czym położyłem ją na kominku, pomiędzy kilkoma pluszakami i zaczarowaną kulą, w której nieustannie sypał śnieg. Wiedziałem, że Sehun zawsze będzie przy mnie, ponieważ dopóki nosiłem go w swoim sercu i pamiętałem o nim, on nie mógł odejść.
Tylko brakowało mi tego niesamowitego uśmiechu, który potrafił roztopić serce z lodu. 


***

Cóż, ledwo skończyłam to opowiadanie. Miałam połowę do skończenia w tym tygodniu, ale cóż, nie dość, że nadwyrężenie, które tak mnie polubiło, że jest sobie ze mną już od roku [ :)))))) ] to w dodatku w niedzielę się rozchorowałam. Wieczorem byłam ledwo przytomna, w poniedziałek było lepiej, ale wyszło mi coś na rękach, jakaś wysypka, boli jak nie wiem, na opuszkach palców też się pojawiła, więc naprawdę pisałam ze łzami w oczach, ale obiecałam, że dodam na święta to jest. Chociaż o wiele krótsze niż planowałam. Mimo wszystko ta sytuacja znów potwierdziła mnie w przekonaniu, że za bardzo się poświęcam i stawiam pisanie ponad swoje zdrowie. I cóż, teraz wypadałoby was powiadomić o tym, że tak jakby zawieszam bloga i wyjaśnić, dlaczego wcześniej go zamknęłam. Na pewno największe znaczenie ma moje zdrowie. I już pisałam o tym na twitterze. Ja czasem piszę opowiadania po kilka miesięcy (żeby was nie okłamać, to pisałam od października), są też takie ff, do których jeszcze czytam masę rzeczy jak bitwy chin w średniowieczu, granice chińskie, cesarzy, a nawet czytałam o porcelanie... Tyle co ja się wyedukowałam przy pisaniu ff, to nigdy nie nauczyłabym się w szkole, naprawdę. Zmierzam tylko do tego, że naprawdę się staram i w każde ff wkładam dosłownie całą siebie i mimo że to robię, bardzo często czuję się przez was olewana. Nie mówię o wszystkich, bo niektórzy są ze mną od dawna, komentują, wspierają, to kochane i naprawdę z całego serca dziękuję tym osobom. Ale mam wrażenie, że reszta ma mnie gdzieś. Obserwatorów jest dużo, bloga odwiedzacie często, za niedługo będzie 100K wyświetleń, wiecie? A nawet nie piszecie króciutkiego komentarza, pisząc, czy w ogóle napisane opowiadanie wam się spodobało czy też nie. Tzn, nie zrozumcie mnie źle, chodzi mi o to tylko, że ja daje mnóstwo z siebie, by potem nie widzieć prawie w ogóle odzewu. Nie jestem na was zła, może tylko mi smutno. Nie będę też wymuszać komentarzy, bo to nie dla mnie. Uważam, że to żałosne. Jeżeli dalej będziecie komentować i komentatorów przybędzie, to super, jeżeli nie, trudno. Ktoś teraz może powiedzieć: - Hej, przecież piszesz dla siebie. Nie. Nie piszę dla siebie już od roku. Pisałam teraz dla was, widząc jak polskie fanfiki z exo umierają, nie chciałam odchodzić też ja. Wiem, że dużo ludzi boi się wziąć za angielskie opowiadania, dlatego pisałam, starałam się, ale już mam dość patrzenia na Worda ze łzami w oczach, bo wiem, że potem przez następny tydzień ręce będą mnie potwornie boleć. Pisałam dla siebie, kiedy pisanie sprawiało mi przyjemność, tak odreagowywałam, pozbywałam się swoich myśli, emocji, wszystkiego, teraz jeszcze bardziej się w tym wszystkim pogrążam. Bloga zostawiam otwartego, więc możecie czytać to co już napisałam. Pewnie za jakiś czas wrócę na ten blog, choć nie jestem pewna w stu procentach. Ewentualnie sporadycznie będę dodawać krótkie drabble (jeżeli chcecie, bo spotkałam się już z narzekaniem, że są beznadziejne, bo nie mają fabuły i są całkiem inne od moich długich opowiadań, więc nie chcę pisać na siłę czegoś, co się wam nie podoba) i może opublikuję do końca Rebellious, które jest na razie zamknięte, ale ma mieć tylko 7 rozdziałów, już trochę mam do przodu napisane, szkoda żeby się zmarnowało... jak uda mi się dokończyć, to otworzę i opublikuję wszystko (ale tylko wtedy, gdy napiszę wszystkie rozdziały do przodu). DYLM nie otwieram. Zastanawiam się nad oddaniem bloga loveme-sehun, bo wiem, że parę osób chciałoby kontynuację. 
Póki co z wami się żegnam, może za jakiś czas powrócę. Na razie wszystko stoi pod znakiem zapytania, bo sama nie jestem niczego do końca pewna. I chciałam jeszcze raz podziękować, że byliście ze mną.

I na koniec chciałam wam życzyć Wesołych Świąt i szczęśliwego Nowego Roku. 

26 komentarzy:

  1. Na początku życzenia: a więc ja także życzę Ci wesołych świąt oraz hucznego sylwestra.

    Co do treści, to jak zwykle jestem zachwycona. Tak mi się żal zrobiło na końcu ;; Jedna fajnie, że Sehun został pokochany i zdąył pokochać przed śmiercią. Ehh, oneshot piękny, naprawdę.

    Co do Twojej notki... Ja też czasami mam wrażenie, że czytelnicy mają mnie głęboko gdzieś. Ja wiem, że czasami się nie chce, ale naprawdę autorki się starają, a pod postem zero odzewu. Nie mówię, są też wspaniali ludzie i komentują, chwała im za to. Ale naprawdę mi przykro, bo raz, jesteś świetną autorką, dwa masz problemy zdrowotne, to nadal piszesz. Podziwiam Cię za to i nie mogłabym nie zostawić komentarza.

    I błagam, nigdy nie przestawaj pisać. Najpierw zadbaj o zdrowie (MUSISZ TO ZROBIĆ) i wróć do nas. Wszyscy Cię kochany. Pisz we własnym rytmie, Twoja sprawa kiedy dodasz.

    Jeszcze raz wesołych świąt, żebyś je spędziła szczęśliwie <3
    Miś Yogi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowny one shot, jak wszystkie twoje prace, złapał mnie za serce, aż się wzruszyłam ;u;
    Ale bardziej wzruszyła mnie twoja notka poniżej... Dziewczyno jesteś genialna, pamiętaj o tym! I choćbyś miała zawiesić bloga na miesiąc, dwa czy na rok, to nie przejmuj się tym, bo my poczekamy, a ty masz wziąć się za swoje zdrowie, bo ono jest najważniejsze! Także rehabilituj się tak długo jak potrzebujesz i wróć silniejsza niż kiedykolwiek ^^ Twoja sprawa co dodajesz i kiedy dodajesz, nie przejmuj się ludziom którym coś nie pasuje, naprawdę nie warto...
    I oczywiście życzę ci wesołych świąt i szczęśliwego nowego roku <3 Hwaiting~!

    OdpowiedzUsuń
  3. chciałabym powiedzieć że podziwiam Ciebie. Widać to gołym okiem, że wkładasz dużo serca i pracy w swoje opowiadania które rzucają na kolana.
    Urzekłaś mnie od samego początku kiedy jako pierwsze przeczytałam "still alive" i stwierdziłam wtedy, że będę tutaj wchodzić regularnie. Bo czytać takie dzieła to sama przyjemność.

    Natomiast wracając do oneshota. Kocham HunHana i wszystko co z nim związane i zakochałam się w tym. Pomimo tego że nie przepadam za super natural to zachwyciłam się i po raz kolejny spowodowałaś że się popłakałam ;-;

    Wesołych świąt i szczęśliwego nowego roku~~

    OdpowiedzUsuń
  4. O nieee. (ale cieszę się, że w końcu napisałaś o komentowaniu, bo to prawda) Ja sama komentuje wszystko co przeczytam, dlatego, jeżeli jakaś Twoja praca nie ma mojej opinii, tzn., że nie przeczytałam! (a jak mam jakieś braki nieskomentowane przeczytane, to ja to nadrobię wszystko do końca przerwy świątecznej)
    Co do opowiadania, to mnie urzekło i chwyciło za serduszko. ;;
    Na samym początku myślałam, że to Sehun jest Elfem, Boże głupia ja. Ale teksty Luhana to iście z moich ust wyjęte. hahahha W każdym razie, jak Kris mu powiedział, ze ma mało czasu to już smuteczek w serduszku. A potem to już na przemian smutek, radość, smutek, radość. Czytając cały czas się zatrzymywałam, bo chciało mi się płakać i oczywiście w głowie milion różnych scen z własnego życia. (kocham ten stan) [cały shot jest naprawdę naj naj naj]
    I kocham Ciebie. ;; Za to jak piszesz, i że jesteś. Z całego serduszka. Do niczego się nie zmuszaj. Zresztą, jak to mówię na palarni zakładając kurkę w zimne dni: "zdrowie najważniejsze". [XD]
    A teraz wołają mnie ciągle na świąteczne śniadanie i muszę kończyć, ale ja jeszcze odezwę się do Ciebie na tt! ♥ k o c h a m

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakie to było magiczne *-* Luhan taki leniwy, hahah pasowało mi to do niego jak najbardziej! Chociaż nie powiem, bo w mojej wyobraźni na samym początku, wyciągnęłam mu uszy o jakieś dziesięć centymetrów xD
    Przez pół parta piekły mnie oczy, ale nie płakałam, wiesz dlaczego? Bo myślałam, że zrobisz coś takiego, że Sehun też będzie elfem, że może i umrze, ale pod koniec byłby surprise i Hunnie zamieszkałby na biegunie północnym razem z Lulu... a tu takie coś nooo :C Myślałam, że będzie happyend a tu nie, i przez to ficzek sprawił, że na końcu polały się łzy :') Jejku, ale ta relacja między nimi była taka delikatna, szczera uhh *pociąga nosem* Sehunik taki uroczy i nieśmiały, uwielbiam go takiego, bo zazwyczaj robią z niego badboy'a (nie narzekam, takiego też go kocham), a taki niewinny rozczula moje serce do maksimum... i nawet Luhan od razu, po jednym uśmiechu wpadł.
    Sehun, może być dumny, bo dzięki niemu Lu stał się lepszym człowiekiem (elfem?), podziwiam go, bo ja nie potrafiłabym się w ogóle uśmiechać w obliczu śmierci. Dostał na prawdę piękny prezent i miał ogromne szczęście, że ostatnie chwile swojego życia spędził z Luhanem, który go na prawdę kochał.
    To było przepiękne!
    I to ja dziękuję, że Ty byłaś dla nas, pisząc cudowne opowiadania.
    A teraz masz odpoczywać! Wrócisz do nas jak już będziesz czuła się lepiej, nie wcześniej, wiec się kuruj, bo jednak zdrowie jest najważniejsze i nie zapominaj o tym. :3

    OdpowiedzUsuń
  6. Ojacieojacieojacie. ;_________;
    Jezu, to było takie genialne. Prawdziwy, świąteczny ff. I mimo tego, że miał takie a nie inne zakończenie, to i tak podobał mi się najbardziej ze wszystkich, które przeczytałam! ;;; ♡
    Mam nadzieję, że o wiele więcej osób będzie komentować i przez to będziesz szczęśliwsza. Trzymaj się, dbał o rączki, kuruj je tam i dbaj o siebie, Uszati! ♡

    OdpowiedzUsuń
  7. Okej, więc po 1. Wesołych Świąt i Szczęsliwego Nowego Roku!
    po 2. wracaj szybko do zdrowia. Jesteś nieliczną osobą, której boli uwielbiam czytać. Naprawdę... Ja nawet nie jestem fanką EXO i nie znam dokladnie ich wszystkich imion, ale i tak czytam twojego bloga, bo widzę, że wkładasz w niego dużo serca i piszesz go z pasją. naprawdę jestem ci wdzięczna i podziwiam, że umiesz tak dokładnie wszystko opisać.I w sumie idk co jeszcze napisać, bo tak trudno mi opisać jak bardzo jesteś cudowna i jak bardzo kocham czytać twoje opowiadania vbfshkg
    W każdym bądź razie chciałabym cie poprosić, żebym nie kończyła na razie z pisaniem, bo jak już wspomniałam jesteś jedną z nielicznych osób, które blogi czytam i nie chciałabym tego stracić...
    Jeszcze raz życzę ci powrotu do zdrowia :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wesołych Świąt Bożego Narodzenia. Zdrowiej i nie załamuj się. Z Tobą jest naprawdę dużo ludzi. Uwierz w nas i nawet jeżeli nie piszesz opowiadań dla siebie, tylko dla nas to wiedz, że my nie musimy się odzywać na blogu, żeby chwalić Twój talent. Masz ogromny talent! (Naprawdę nie umiem pisać komentarzy ) w każdym razie. Oczywiście jeżeli sprawia Ci problem i czujesz się źle pisząc opowiadania to nie zmusza się. Ponieważ to Ty tutaj jesteś najważniejsza.
    co do ff
    Naprawdę przepełniony świątecznym nastrojem i ach. Szokiem był dla mnie Huniek na wózku. No ale to tylko dodało uroku temu opowiadaniu! Wszystko bardzo fajnie opisane i teksty Luhana względem Krisa takie prawdziwe xd. Zakończenie chociaż smutne to daje do myślenia i pokazuje, że nie warto się załamywać. OSony które odeszły zawsze będą w naszych sercach. He heh
    Czy cos

    Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zajebiście :c
    A opki masz super

    OdpowiedzUsuń
  10. One shot był cudowny. Magiczny. Strasznie miło mi się czytało, czułam, że ty, jako autorka, włożyłaś w niego serce.
    Nie spodziewałam się, że by stworzyć fanfica, byłaś w stanie czytać np. o porcelanie. Niesamowite, myślę, że niewiele autorów tak robi.
    Stawiając pisanie ponad zdrowie - pomimo tego, że kocham twoją twórczość, nie mogę zaakceptować, że tak się poświęcasz. Zdrowie jest najważniejsze. Naprawdę, powinnaś odpocząć, aby potem wrócić, ze zdwojoną siłą!

    Wesołych Świąt! ♥

    OdpowiedzUsuń
  11. Opowiadanie było świetne - jak wszystkie Twoje, które czytałam ^^
    Co do rąk, wiem jak to jest, kiedy nie możesz robić pewnych rzeczy ze względu na swój stan zdrowia, dlatego w pełni Cię popieram, odpoczywaj jak najwięcej! (chociaż będziemy tęsknić! :P) Pamiętaj, że masz wielu fanów, chociaż nie zawsze się ujawniają.
    Życzę wszystkiego dobrego, a zdrowia przede wszystkim! ♥

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie będę oszukiwać: dawno nie czytałam żadnego fanfika, a tym samym nie wchodziłam na Twojego bloga. CHOLERNIE ŻAŁUJĘ. Naprawdę, ten shot jest wspaniały. Poryczałam się jak głupia. Z pewnością nie raz do niego wrócę.
    A tak swoją drogą, odpocznij i wróć gdy będziesz miała siłę i chęci. Mam nadzieję, że szybko wyzdrowiejesz! Bądź przez chwilę egoistyczna i zajmij się sobą, samopoczuciem i zdrowiem, bo to najważniejsze. Na świąteczne już za późno, ale dobrego roku 2015 jeszcze mogę Ci życzyć. Wszystkiego co najlepsze,a przede wszystkim jak Sehun tutaj: duuuużo uśmiechu!
    I btw numer dwa:jesteś moją najlepszą inspiracją! Dziękuję ��
    /Nansi

    OdpowiedzUsuń
  13. Hej.
    Trochę mi głupio, że piszę dopiero teraz i pozwalam się za to skrzyczeć (powinnaś, serio).
    To opowiadanie było naprawdę piękne. Bardzo podoba mi się twój styl jest taki....twój. Strasznie przyjemnie się czyta.
    Myślę, że muszę nadrobić komentowanie twoich 'wypocin'
    I na prawdę wypoczywaj. Pisanie może być ważne ale dużo ważniejsze jest zdrowie. Trzymam kciuki by było tylko lepiej!
    Mam nadzieję, że będziesz o siebie dbać.
    Także to chyba najdłuższy komentarz jaki kiedykolwiek napisałam.
    Może to trochę późne ale Wesołych świąt.
    No i lepszego, szczęśliwszego Nowego Roku :3

    OdpowiedzUsuń
  14. RIP moje serce ;___;
    Miałam skomentować wczoraj, ale nie doczytałam do końca, bo morze wylanych łez mi na to nie pozwalało, więc przybywam dzisiaj, by zostawić Ci komentarz.
    Jestem Ci naprawdę cholernie wdzięczna za to, że dodałaś tego shot'a i wywołałaś na moich ustach uśmiech, a w skamieniałym serduszku ból. Nie spodziewałam się tego, że Lu wróci na Biegun z innym nastawieniem do życia, niż do tej pory, a najdziwniejsze jest to, że mówią iż ludzie w czasie takich świąt, jak te, zmieniają się. Jestem pod wielkim wrażeniem Twojego talentu, bo nie dość, że świetnie posługujesz się PS, to piszesz tak świetnie, że aż Ci zazdroszczę.
    Zdrowiej nam Uszati, będziemy czekać.
    Hwaiting~♡

    OdpowiedzUsuń
  15. Twoja decyzja co postanowisz zrobić z blogiem; my każdą zaakceptujemy. Jesteś wyjątkową autorką, Ty nie piszesz jakichś tam opowiadań Ty tworzysz świat w który nas przenosisz, Twoje własne arcydzieło. Zdrowie najważniejsze więc szanuj swoje ręce, jeśli kiedyś zatęsknisz to wróć..my tu będziemy, bo przecież nie traci się czegoś dopóki się pamięta; a my będziemy pamiętać. Co do opowiadania "do you love me" może rzeczywiście je oddaj, skoro nie chcesz go pisać to ludzie zasługują by mieć szanse przeczytać ciąg dalszy. Życzę powodzenia, rób co pragniesz tylko pamiętaj że tymi opowiadaniami zostawiasz ślad po sobie i koisz nasze dusze. Brzmi troche banalnie ale tak jest, wyobraźnia wymiera i każde stworzone dzieło pomaga jej przetrwać. Ty pomagasz jej przetrwać.

    Dziękuje za każde z nich.
    Anonimowy krasnal.

    OdpowiedzUsuń
  16. spóźnione wesołych świąt!!! :D
    oneshot, jak zawsze piękny i iście hunhanowy! na serio umiesz o nich stworzyć piękne teksty. te święta dla obu były magiczne i przełomowe. Sehun w końcu zakochał się, a Luhan stał się innym elfem. szkoda tylko, że Sehun umarł. tym bardziej, że w jego życiu pojawiła się upragniona miłość. los bywa przewrotny.
    życzę Ci zdrowia i szczęścia! ;)
    pozdrawiam! ;D

    OdpowiedzUsuń
  17. To chyba najpiękniejsze świąteczne ff jakie czytalam

    OdpowiedzUsuń
  18. Wow. Znalazlam tego bloga wczoraj i juz jestem zakochana. Fajnie ze piszesz ff praktycznie w kazdym gatunku. I drabble tez :) zwykle nie lubie takich gdzie ktos jest chory, ale w tym feels *_*

    OdpowiedzUsuń
  19. Jeju, udało ci się dodać akurat na święta. Chciałabym aż powiedzieć, że jestem dumna, bo niestety mi się to nie udało.
    Strasznie chciałam napisać komentarz, ale ja, jak to ja, mam jak zwykle nie mam pojęcia jak ubrać w słowa swoje odczucia. Mimo wszystko będę próbować, nawet jeśli zabierze mi to więcej czasu.
    Zacznę może od najważniejszej rzeczy - od samego początku czułam, że Sehun umrze, od kiedy przeczytałam o chłopaku, który co roku prosi o to samo. Po prostu przeczuwałam, że tak będzie i nawet ta cała kochana atmosfera nie odpędziła ode mnie złych przeczuć ;; Co prawda takie opowiadania najczęściej chwytają za serce, bo właśnie w nich ukazane jest jak bardzo dwoje ludzi potrafi się kochać.
    Ogólnie mówiąc bardzo spodobał mi się twój pomysł na elfa Luhana i "Mikołaja" Krisa, dzięki temu ff zyskało na humorze.
    Napisałaś bardzo kontrastowe opowiadanie. Zresztą widać to już na samym początku, kiedy widać "hunhan, crack" a chwilę później "angst". Chyba jeszcze nigdy nie czytałam nic, co łączyłoby te dwa gatunki. Do tego nie przeszkadzają one sobie nawzajem, co zasługuje na głośne "wow".
    Bardzo dziękuje, za ten wspaniały prezent na święta. Na pewno nad nim dużo pracowałaś (szczególnie patrząc na to ile czasu poświęciłaś), więc nie myśl sobie, że tego nie doceniam.
    Mam też nadzieję, że kiedyś wrócisz tu i pozwolisz nam znów cieszyć się nowymi opowiadaniami, a tym czasem odpoczniesz.
    Życzę ci wszystkiego najlepszego! ^^

    OdpowiedzUsuń
  20. Na samym początku chciałabym Ci również życzyć wesołych świąt i szczęśliwego nowego roku! Trochę się z tymi świętami spóźniłam, ale od tygodnia nie posiadam internetu i tak jakoś nie miałam okazji tutaj wpaść.

    Gdy to czytałam cały czas byłam jakby w transie, uwielbiam to co piszesz, zawsze mam ochotę na więcej i więcej. Jednak ten fick przypadł mi do gustu chyba najbardziej. Uwielbiam ten klimat świąt, elfa Luhana i Krisa, który wciąż każe do siebie mówić Mikołaju. Uwielbiam te zabawne wtrącenia bohaterów, które tutaj wchodzą płynnie i nie odstają od całości. Zakochałam się w tym ficku, naprawdę~

    Od początku wiedziałam, że poświęcasz na swoje opowiadania naprawdę wiele czasu. Zdawałam sobie sprawę, że aby napisać cokolwiek siedzisz w internecie i szukasz informacji na dany temat, aby jak sprawić, że opowiadanie będzie jak najlepsze i będzie nam się podobało. Szanuję Cię za to, ale również podziwiam. Niemożliwym jest ująć w słowa jak wielki jest ten podziw. Naprawdę jesteś świetną autorką i uwielbiam czytać to, co wyjdzie spod Twojej ręki :)

    Mam nadzieję, że podczas tej przerwy odpoczniesz należycie. Proszę zrelaksuj się, nie martw blogiem czy też czymkolwiek z tym związanym. Ludzie poczekają. Muszą poczekać. Najważniejsze jest zdrowie, więc tego sobie nie odmawiaj! A co do drabbli, uważam, że są świetne i to, że kilka osób opowiada głupoty, nie czyni z tego prawdy.

    Odpoczywaj, odpoczywaj i jeszcze raz odpoczywaj!

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie będę się rozpisywać, bo moje zdanie na temat Twojej ciężkiej pracy już znasz.

    Co do tego shota, to szczerze Ci dziękuję, bo płakałam jak dziecko. Nie wiem dlaczego. To przecież nie było aż tak bardzo smutne. Po prostu to w jaki sposób Sehun mówił o śmierci jakoś mną wstrząsnęło. Luhan się zmienił, jakby dzięki tej miłości. I gdy tak o tym myślę, to dobry przykład tego, że jednak czasem warto się zakochać a potem cierpieć właśnie dla takich rzeczy.
    Żeby było śmiesznie po przeczytaniu wyobrażałam sobie, że gdzieś tam w górze ten Sehun dalej jest, a Luhan wciąż pracuje na biegunie i wciąż o nim myśli i wciąż tęskni.

    I to chyba był najpiękniejszy prezent świąteczny jaki dostałam w tym roku. ♥

    OdpowiedzUsuń
  22. Mowiłam to nie raz, jak bardzo Cię podziwiam i szanuję, ale o tym za chwilę, najpierw wypadałoby złożyć zaległe życzenia, które od razu połączę z noworocznym.

    Tak więc,
    Mam nadzieję, że Twoje święta były równie piękne co te Sehuna opisane tak pięknie z w tym ff. Z rodzinną atmosferą, ciepłem ważnych Ci osób i miłością.
    To naprawdę wyjątkowy czas, mam nadzieję, że i Ty to czujesz.
    Zaś na jutrzejszego, a właściwie dzisiejszego sylwestra i nowy rok życzę Ci przede wszystkim powrotu do zdrowia i sił.
    Nie kończącej się radości, wieczorów pełnych magicznej zadumy i spokoju. Powodzenia z wszystkimi obranymi sobie celami na przyszłość.
    No i, jeśli na takową się wybierasz, niezapomnianej zabawy sylwestrowej.

    Czytając Twoje końcowe słowa płakała. Nie żartuję. Jesteś wspaniałym człowiekiem, tyle robisz dla pisania i wyraźnie widać Twoje gigantyczne starania. Nawet teraz kilka łez mi uciekło.
    Nic tylko brać z Ciebie przykład.
    Chyba zawsze będę czekać na cokolwiek od Ciebie, na powiadomienie, iż na Twój blog zawitał nowy post.
    Dziękuję Ci, że nie porzuciłaś EXO i opowiadań o nich, mnóstwo ludzi mnie zawiodło przez to ostatnimi czasy.
    Jesteś wielka.

    Samo opowiadanie urzekło mnie od pierwszego zdania, pewnie nie domyślasz się, ale ja na czytanie Twoich opowiadań przygotowuje się kilka dni, jak nie tygodni. Zawsze włączają laptopa mam otwartą kartę z wybranym ff i czekam na zmrok, by w moim domu zapadła cisza i nikt mi nie mógł przeszkodzić. Tak też było tym razem. Zwykle z lenistwa się tak działo, ale nie tym razem. Teraz naprawdę potrzebowałam odpowiedniej chwili bo wiedziałam, że ten ff będzie wyjątkowy.
    Od momentu kiedy poinformowałaś nas o ułomności Sehuna w tym opowiadaniu, tym, że jeździ na wózku, miałam ściśnięte gardło. Łzy popłynęły podczas sceny pocałunku. Czułam, że nadejdzie to też zostawiłam je na tą chwilę, może nie do końca specjalnie, bo przez moment nie widziałam ekranu telefonu i tekstu.
    No tak, Twoje opowiadania chyba najlepiej czyta mi się na tym wcale nie dużym ekraniku, sama nie wiem czemu.
    Cały obraz Luhana ogromnie mi przypadł do gustu.
    Jako leniwego elfa z awersją do pracy, której praktycznie nie wykonywał, jak to ujęłaś, a mimo to go męczyła, więc musiał zbierać siły na nic nie robienie i jako zmieniającego się chłopaka, który w głębi serca przeczuwał, że to skończy się w ten sposób.
    Każda miłość, którą opisujesz jest piękna, dziękuję Ci za włożony trud w Twoją pracę.
    Naprawdę, dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  23. Na sam początek to... siedzę nad tym komentarzem od chyba dwudziestu minut, bo nie mam pojęcia, jak go w ogóle zacząć, a chciałabym napisać coś w miarę sensownego, bo dużo mam Ci do powiedzenia. Dobra, zacznę od shota - jest... cudowny. Czytałam go o piątej nad ranem (naprawdę nie wiem jakim cudem byłam jeszcze na tyle żywa, żeby cokolwiek czytać) i jak go skończyłam, to wyłączyłam telefon, zdecydowałam, że pójdę spać i skomentuję rano, ale i tak nie mogłam zasnąć, bo cały czas mi ten shot tkwił w głowie. Jak zaczynałam go czytać, to miałam nadzieje na jakiegoś fluffa, tak samo, gdy mi o nim mówiłaś, to miałam w głowie jakiegoś cracka, przy którym będę płakać ze śmiechu. Ten św. Mikołaj Kris, Lu elf... Naprawdę liczyłam, że to będzie coś w formie fluffa i chciałam Cię ukatrupić, jak zaczęło się robić płaczliwie. Poważnie byłam gotowa do Ciebie pisać i prosić o inne zakończenie. Pomimo tego że wyobrażałam sobie "December Snow" inaczej, ten shot mnie jakoś porwał i nie mogę przestać o tym myśleć do tej pory. Ja sobie mogę tam widzieć inne zakończenia, ale takie chyba jest najlepsze, najidealniejsze i najcudowniejsze, więc dziękuję, że jest własnie takie, a nie inne. Szczerze mówiąc, to nie popłakałam się, chociaż było mi cholernie smutno i tylko 10% tego smutku to fakt, że Sehun to mój ultimate i nienawidzę czytać o jego śmierci. Uwielbiam tutaj charakter Luhana, naprawdę. Sam Sehun też mnie tutaj zaskoczył, bo taki biedny, nieśmiały, uroczy i niewinny. Parę razy musiałam się zatrzymać, poprzeglądać badassowe zdjęcia Oh i wrócić do czytania, bo ja go w takim charakterze nie widzę - NIE WIDZIAŁAM. Ten Sehunnie jakoś pożarł moje serce i za cholerę nie odda, chociaż do tej pory jak słyszałam "uroczy Hunnie" to miałam ochotę się zaśmiać, tym bardziej, że on ostatnio naprawdę prezentuje przeciwną postawę (i Bogu dzięki, ale ćśśś). Ten w "December Snow" jakimś sposobem stał się dla mnie idealny i nawet nie wiesz ile razy chciałam jakoś magicznie przeniknąć do telefonu i go wyściskać. Jednym słowem one-shot był magiczny, taki łapiący za serce i przyprawiający (przynajmniej mnie) o jakieś dziwne uczucia, których wcześniej względem jakiegoś tekstu nie przyszło mi czuć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejną postacią, która mi się tak baaaaardzo spodobała, był właśnie Lu. Przez Ciebie i Twoje pomysły na ff Lu mi się już chyba zawsze będzie kojarzył z JAKIMŚ elfem, bo wiem, że tych elfów masz wiele w zanadrzu (na które btw bardzo czekam i doczekać się nie mogę). Tutaj widziałam go z takimi dłuuuuuuuuuuuuuugimi uszami, jasnymi włoskami, taki malutki elfik przyczepiony do nogawki Św. Mikołaja. Z GÓRY ZA TO PRZEPRASZAM. Naprawdę naprawdę naprawdę się cieszę, że i Sehun, i Luhan byli tutaj inaczej wykreowani, niż w innych fanfiction. Zwykle Oh faktycznie przybiera postać takiego badassa, a Lu zagubionego chłopaczka. Tutaj wydaje mi się, że było na odwrót. Że to Sehun potrzebował pomocy i Luhan był takim typowym badassem, bo pomimo wszystko podarował Hunowi chyba najtrudniejszy do zrealizowania prezent - miłość. Cieszę się, że Oh zdążył posmakować tego uczucia, że zdążyli się oboje w sobie zakochać, chociaż jak tak teraz na to patrzeć, to strasznie szkoda mi Lu. No nie, i teraz jego mam ochotę wziąć w objęcia i wyściskać, jednak z drugiej strny jestem z niego dumna, bo naprawdę odwalił kawał dobrej roboty. Przepraszam, ja go dalej widzę w formie takiego maluszka w zielonym wdzianku, okej, zamykam się i swoje wyobrażenia zostawiam dla siebie.
      Pokochałam też ogólną wizję tego opowiadania. Fabułę ma niezwykłą, naprawdę oryginalną i to jest ogromny plus. Jeszcze nie trafiłam na fanfiction chociażby zbliżone do tego Twojego, ale Ty masz zawsze wyjątkowe pomysły, których w sumie Ci cholernie zazdroszczę i tutaj masz ode mnie rundkę aplauzu. Strasznie mi przypadły do gustu też poszczególne fragmenty (na które ja zawsze zwracam największą uwagę). Po prostu uwielbiam się wczuwać w czytany tekst i potem sobie zapisywać gdzieś z boku momenty, żebym mogła je zapamiętać.

      Usuń
    2. "Wtedy po raz pierwszy na żywo zobaczyłem Sehuna.
      Był taki jak na zdjęciu. Miał jasne włosy, które wyślizgiwały się spod czapki, ciemne, brązowe oczy z długimi rzęsami, różane usta i bladą skórę, której kolor mogłem przyrównać do porannej mgły. Był... wyjątkowy, inny niż pozostałe dzieciaki w jego wieku. Kiedy ma się siedemnaście lat, jedyną rzeczą w głowie są imprezy, nielegalny alkohol i może sex. Ciało się zmieniało, hormony buzowały, to napięcie nie pozwalało normalnie funkcjonować. A Sehun, on po prostu nie mógł, dlatego nie miał przyjaciół." Ten jeden po prostu kocham, jestem wielką fanką pierwszych spotkań i niekiedy czytam ten jeden fragment z 50 razy, a jak czytałam ten, zrobiło mi się tak cholernie smutno (przytulić Sehuna part milion).
      "– Dziękuję – powiedział po chwili Sehun, przenosząc wzrok na mnie.
      Spojrzałem na niego bez zrozumienia.
      – Za co?
      – Za to, że po prostu jesteś przy mnie. To wiele dla mnie znaczy – dodał i posłał mi jeden z tych swoich najpiękniejszych uśmiechów."
      Przyznam się - zaczęłam tutaj kwiczeć z filsów, a chwilę potem się uciszyłam i miałam ochotę płakać. Jakieś huśtawki nastrojów we mnie wyzwalasz.
      No i to: "Tylko brakowało mi tego niesamowitego uśmiechu, który potrafił roztopić serce z lodu. ". Potem wyłączyłam telefon i wydawało mi się, że wróciłam do życia, ale nie, nie wróciłam nawet na chwilę i chyba dalej gdzieś tam tkwię w tym fanfiction, bo robi mi się naprawdę smutno, jak tylko o nim pomyślę. Mało rzeczy przyprawia mnie o takie odczucia, naprawdę, a jak już coś czytam, to staram się w to jak najbardziej wczuć i tak, jak na początku ta śmierć Sehuna wydawała mi się nieprawdopodobna, tak teraz wiem, że inaczej być nie mogło. Naprawdę nie jestem dobra w pisaniu komentarzy, więc chcę teraz przeprosić za ten chaotyczny pseudo-komentarz. Przysięgam, że ode mnie będziesz widzieć ich o wiele więcej, zbiorę się w sobie i zacznę to robić, bo wiem, jak ważna jest dla autora opinia czytelnika.
      I teraz przechodzę do notki pod shotem. Rozmawiałyśmy już o tym, ale chyba dopiero teraz naprawdę to rozumiem. Coraz bardziej mi się wydaje, że naprawdę powinnaś dać sobie odpocząć i wyzdrowieć. Czytelnicy też zatęsknią, a jak wrócisz, to będzie jedno wielkie BOOOM na całą blogosferę. Twoje zdrowie jest pomimo wszystko najważniejsze i nie powinnaś się narażać na jakiekolwiek jego zagrożenie tylko dla internetowego świata fanfiction. Pisanie to Twoje życie i ja to naprawdę rozumiem, uwierz mi, ale nie ma co sobie przekreślać przyszłości związanej z tym kierunkiem tylko przez pisanie opowiadań. Trzymam za Ciebie kciuki, Uszati, bo piszesz naprawdę genialnie i nie powinnaś tego marnować. Nie teraz. Dodawaj coś raz na jakiś czas, skrob sobie coś w wolnym czasie, ale z niczym się nie spiesz i do niczego się nie zmuszaj tylko dlatego, że obiecałaś czytelnikom. Nie spalą Cię na stosie za parę tygodni spóźnienia, uwierz mi, a oszczędzisz sobie bólu i łez. To tylko moje zdanie, nie jestem lekarzem i nie mam pojęcia jak wygląda Twoja kontuzja, ale naprawdę nie możesz się narażać na pogorszenie całej sytuacji. Odpocznij, daj sobie wolne i wróć, jak będziesz w pełni sił ♥. PAMIĘTAJ, ŻE MY ZAWSZE BĘDZIEMY CZEKAĆ, bo takiej autorki jak Ty nie da się tak łatwo zapomnieć. Naprawdę kibicuję Ci z całych sił i mam nadzieję, że wreszcie wyzdrowiejesz i pisanie stanie się ponownie dla Ciebie przyjemnością, a jedynymi osobami, jakie będą przez to wylewać łzy, będą Twoi czytelnicy (na angstach).
      Hwaiting!

      Usuń
  24. To opowiadanie znalazłam dopiero teraz i trochę mnie to dziwy ponieważ kocham HunHana i staram się czytać wszystko co z nim związane oprócz angstów przez które płacze. Tego zaczęłam czytać nie świadomie , ale kiedy zagłębiłam się w historię nie mogłam przestać. Wydobyłaś ze mnie wodospad łez . Dobra nylo smutne b, ale niesamowicie piękne . Nie wiem czy piszesz jeszcze tego bloga ponieważ niektórzy już skończyli pisać , ale jeżeli on wciąż jest tworzony życzę Ci bardzo dużo Weny i siły do pisania ^-^
    Iku ~ Byun Hunnie~

    OdpowiedzUsuń

Followers