poniedziałek, 27 lipca 2015

Together Forever 13/20

music: 1 | 2

W końcu musiał nadejść ten moment, kiedy przebywanie z Sehunem dwadzieścia cztery godziny na dobę mi się znudziło. Powtarzała się ta sytuacja prawie sprzed roku, kiedy chowałem się przed moim chłopakiem we własnym domu, z nadzieją, że mnie nie znajdzie, tyle że z tą różnicą, że teraz nie mogłem wykopać go z domu – tak, zrozumiałem swój błąd sprzed kilku miesięcy. Mimo wszystko dom kupił Sehun, ja nie dokładałem się do niego ani grosza, ale swoją drogą to on nalegał, nie ja. Ja byłem szczęśliwy, siedząc samotnie w mojej niewielkiej kawalerce.
Na czas świąt, Sehun zaprzestał treningów, więc praktycznie miałem go cały czas przy sobie. W styczniu też, zwłaszcza że naprawdę zaangażował się w dekorowanie pokoiku dla dzieci. Zrezygnowaliśmy z typowego różu czy niebieskiego, głównie dlatego, że nie znaliśmy płci. Oboje, jednogłośnie zdecydowaliśmy się na beż z dodatkami złota i kremu. I pokoik był naprawdę śliczny, strasznie puchaty, z masą maskotek, mięciutkim dywanem i regałem na książki dla dzieci, które Sehun kupił całkiem niedawno. Uzgodniliśmy również, że dzieci rozdzielimy jak będą starsze, póki co jeden pokój był dla nich wystarczający.
Mimo tego ogólnej radości, którą emanował Sehun, nie dałem rady zostać w domu. Postanowiłem odwiedzić Baekhyuna i sprawdzić, jak się miewa, zwłaszcza że sam powoli zaczynał się robić całkiem pulchniutki. Z tego co wiedziałem, powiedział Yeolowi, który z kolei całkowicie inaczej przyjął do świadomości fakt, że zostanie ojcem. Rozpłakał się. Nie miałem pojęcia czy ze szczęścia czy może ze smutku, ale skoro nie odszedł od Baekhyuna, mogłem zgadywać, że mimo ich sytuacji, cieszył się.
Do mojego przyjaciela odwiózł mnie Sehun. Stwierdził, że już w tak zaawansowanej ciąży nie mogę prowadzić, a poza tym nie zmieszczę się za kierownicą, bo brzuch miałem wielki jak gumowa piłka do ćwiczeń. Nie protestowałem, pozwoliłem mu mnie odwieść i zostawić w ramionach Baeka, który był naprawdę szczęśliwy, że przyszedłem. Zauważyłem, że ja i Baekhyun byliśmy jak papużki nierozłączki, w końcu byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, ale poza mną Baek i Chan nie utrzymywali kontaktów z resztą, może przez brak czasu. W każdym razie Kyungsoo, mimo że lubił Baeka, nie odwiedzał go, bo zwyczajnie nie miał po co. Razem widywali się tylko wtedy, kiedy ja inicjowałem spotkanie. A Chanyeol... Chanyeol miał też swoje życie. Dalej rozmawiał z Sehunem, ale wątpię, by tak samo utrzymywał kontakt z Jonginem. Szkoda, bo w liceum wydawaliśmy się naprawdę zgraną paczką, teraz każdy zakładał rodzinę i oddalał się od reszty przyjaciół. Poza tym sam nadal tak naprawdę nie wiedziałem co słychać o YiFana albo Tao i Yixinga. Ale na nieszczęście, wiedziałem za to, co się dzieje u Seohyun, bo dzwoniła co tydzień dzień z innego kraju.
— Hannie!  powiedział podekscytowany Baekhyun, gdy zobaczył mnie w drzwiach obwiązanego szalikiem tak, że wystawały mi spod niego jedynie oczy. Było zimno i wiedziałem, że gdybym nie obwinął się tak, mój nos zrobiłby się cały czerwony zaraz po wyjściu z domu.  Dobrze, że już jesteś. Upiekłem ciasto.
Na moje usta od razu wpłynął szeroki uśmiech.
 To przez ciebie jestem taki gruby  powiedziałem otwarcie i wszedłem do domu, ściągając z siebie wierzchnie ubranie. Pod nim miałem jeszcze naprawdę gruby sweter i wiedziałem, że na pewno nie zmarznę.  Ale skoro już zrobiłeś, to nie odmówię  dodałem, natomiast Baekhyun zaśmiał się cicho i pociągnął mnie za sobą w głąb ich mieszkania. Nie było duże, w przeciwieństwie do naszego  było malutkie, ale mimo to cholernie przytulne i takie rodzinne, którą chcąc nie chcąc, Chanyeol i Baekhyun tworzyli.
 Szarlotka.
— Mówiłem ci, że cię kocham?  zapytałem retorycznie, siadając na miękkim krześle przy okrągłym, białym stoliczku w ich niewielkiej kuchni. Baekhyun jedynie uśmiechnął się przyjaźnie, potakując głową i położył duży kawałek szarlotki tuż przede mną.  Gdzie Chanyeol?
Baekhyun przeżuł kawałek szarlotki.
 Uczy się  mruknął  a zaraz idzie do pracy. Więc nawet lepiej, że przyszedłeś. I nie zgadniesz, co się stało!
 Sądząc po twojej minię, mogę zgadywać, że Britt wydała nową płytę?
— Jeszcze nie, ale wyda!  powiedział podekscytowany, a ja zaśmiałem się, widząc jego radość. Znałem Baekhyuna bardzo dobrze i w przeciągu tego czasu jaki minął od zakończenia liceum, mogłem otwarcie przyznać, że ten człowiek nie zmienił się prawie wcale. Jasne, wydoroślał, ale ciągle pozostawała w nim cząstka tego dzieciaka, którym właściwie jeszcze był. Nadal kochał róż, wszystko co puchate, szalał na punkcie Britney Spears i nie wychodził z domu bez pomalowanych oczu eyelinerem. I nie chciałem, żeby się zmieniał, bo taki Baek był najlepszy.
Uśmiechnąłem się lekko i wepchałem sobie kawałek szarlotki do ust.
 Tak myślałem  podsumowałem, biorąc od niego herbatę, którą dla mnie przygotował. Lubiłem odwiedzać Baekhyuna i lubiłem, kiedy on przychodził do mnie. Tylko z nim mogłem obgadywać Sehuna tak, by on się o tym nie dowiedział. Czasem Baekhyun ponarzekał też na Chanyeola i obaj byliśmy zadowoleni.  A jak ty się czujesz?  zapytałem, przenosząc wzrok na jego brzuch.
Baekhyun uśmiechnął się do mnie promiennie.
 Dawno nie czułem się tak dobrze, Lu  powiedział podekscytowany, siadając naprzeciw mnie.  Na początku byłem przestraszony, głównie przez to, że bałem się o środki finansowe i o reakcję Chanyeola, ale teraz... teraz myślę, że nie mogło przytrafić się nam nic lepszego  dodał, prawie podskakując na krześle. To było kochane i naprawdę cieszyłem się razem z nim. Poza tym wiedziałem, że znacznie łatwiej będzie mu przejść ciążę, jeśli dalej będzie nastawiony tak optymistycznie. Ja miałem wiele momentów załamania, kiedy miałem dość wszystkiego i chciałem, by było po staremu. Ale to były moje dzieci... nie mogłem się ich pozbyć. Kochałem je i mimo tej złości i wątpliwości, zdążyłem z nimi zżyć. Ale i tak cholernie się bałem.  Właśnie!  powiedział po chwili z buzią pełną szarlotki.  Byliśmy z Yeolem na USG. Pokażę ci i zobaczysz jakie jest słodkie!  dodał i z wielkim uśmiechem nadal malującym się na jego twarzy, zniknął z kuchni.
Bakehyun świetnie nadawał się na ojca. Był taki kochany, uroczy i opiekuńczy, tylko miałem pewne obawy, że dziecko nazwie Britney, nawet jeśli urodzi się chłopiec.
Już miałem brać do ust kolejny kawałek szarlotki, kiedy poczułem okropny skurcz. Przez moment nie wiedziałem, jak powinienem zabrać oddech, ponieważ wydawało mi się to niemożliwe. Po tym skurczu nadszedł kolejny i następny. Mimo że nie chciałem, doskonale wiedziałem co się zbliża i nie mogłem tego zatrzymać. Nie czułem się dobrze, czułem się wręcz fatalnie, zwłaszcza, że nie byłem na to przygotowany. Cholera, to jeszcze nie ten czas!
 Jejku, to taka mała kuleczka! Już rozmyślałem nad imieniem i... Luhan?  zapytał, gdy zobaczył mnie zgiętego, z ręką położoną na okrąglutkim brzuchu.  Lu, co się dzieje?
 A nic, ćwiczę sobie rodzenie  powiedziałem sarkastycznie, starając się wstać z krzesła. Kiedy Baek to zobaczył, od razu do mnie podszedł i mi pomógł, trzymając mnie mocno za przedramiona.  BAEKHYUN, ZADZWOŃ PO TEGO IDIOTĘ I POWIEDZ MU, ŻE GO ROZSZARPIĘ JAK GO TYLKO ZOBACZĘ  warknąłem, oddychając ciężko. Tak bardzo bolało, że naprawdę byłem przerażony tym, co miało nadejść później.
 Sehuna?
 Nie, Channyeola  zironizowałem.  Baek, błagam, zrób coś, bo urodzę ci na środku kuchni.
 Ale to za wcześnie! Masz termin za dwa tygodnie  odparł równie w panice i naprawdę musiało to wszystko zabawnie wyglądać, ale wcale nie było mi do śmiechu, głównie przez te skurcze, przez które nie mogłem oddychać.
 Powiedz to dzieciom  warknąłem, mocno chwytając się stolika. W tym czasie Baekhyun pobiegł po telefon i gdzieś zadzwonił, ale nawet nie wiedziałem z kim rozmawia, bo za bardzo byłem zajęty łapaniem oddechu i wypuszczaniem go.
Naprawdę nie byłem gotowy.

***

Nienawidziłem szpitali, źle mi się kojarzyły i zdecydowanie nienawidziłem rodzić, zwłaszcza dwójki dzieci. Jedno jeszcze przeszłoby może szybko, ale dwójka to podwójny czas, podwójny ból i podwójna złość na Sehuna, którego chciałem wysadzić w kosmos. Nad sobą widziałem panią Han i jakąś pielęgniarkę czy położną o imieniu Seosun, ale i tak miałem to gdzieś, bo ból który wciąż mi towarzyszył, nie pozwalał na koncentrację.
Kątem oka widziałem drzwi do sali, które wciąż pozostawały zamknięte. Czekałem aż się otworzą i stanie w nich Sehun, ale przez pierwsze dwadzieścia minut mojej męki i błagalnego jęczenia, by pani Han wyciągnęła te dwa małe potworki ze mnie nawet na żywca, nie pojawił się. Męczyłem się sam, a powinniśmy przechodzić przez to razem. Najlepiej niech on rodzi, a ja stoję obok. Nie byłem chytry, mogłem podzielić się tym cierpieniem.
Zdążyłem się rozryczeć. Spływał po mnie pot i łzy i naprawdę chciałem, by ten wieczór minął jak najszybciej, bo nie dałem rady tego dłużej znieść. Nawet wtedy, gdy Sehun dotarł.
 Lu!  powiedział w pośpiechu i ucałował mnie w policzek. Ubrany w specjalny, zielony kombinezon, pochylał się nade mną, łapiąc mnie za całą mokrą od potu dłoń. — Przepraszam, że tak późno, ale były korki, więc zostawiłem samochód i biegłem tu, ale było tak daleko i naprawdę myślałem, że nie dam rady, ale Baek wtedy mi powiedział, że muszę się pospieszyć, bo już jesteś na porodówce, a ja nie mogłem tego przegapić. Lu, tak bardzo cię kocham i dziękuję za wszystko  dodał, ledwo powstrzymując się od płaczu, bo przysięgam, że zdołałem zauważyć łzy zbierające się w kącikach jego oczu.
 I tak cię zabiję  wydyszałem, mocno zaciskając palce na jego ręce. Wiedziałem, że to go bolało, ale przysięgam, że mnie bolało bardziej. Gdybym musiał opisać to, jak się czuję, mógłbym powiedzieć, że czułem się, jakbym umierał.
 Niech pan głęboko oddycha  poleciła Pani Han, a Sehun od razu zrobił to, co ta zaleciła.  Miałam na myśli Pana Lu, ale  w porządku, Pan też może  dodała z uśmiechem i ustawiła się pomiędzy moimi nogami.
 Lu, kochanie, dasz radę  powiedział wciąż ciężko oddychając, a ja stwierdziłem, że zgodziłem się wyjść za idiotę. Przysięgam, że nie tak wyobrażałem sobie to swoje życie i nigdy, przenigdy nie powiedziałbym, że będę rodził dwójkę dzieci naraz, przy tym zamieniając się w typową kurę domową, bo o własnej firmie i swoim biznesie mogłem jedynie pomarzyć.
Nie odpowiedziałem, bo zbyt bardzo zajęty byłem rodzeniem.
 Lulu, tak bardzo cię kocham  powtarzał, ale to wcale nie dawało mi siły do dalszego porodu. Nadal czułem się tak niesamowicie  źle, że miałem ochotę poddać się i zwyczajnie rozryczeć.  Troszkę mi słabo  dodał po chwili, a uścisk na mojej ręce się poluźnił.
Tak, wiedziałem, że ktoś tego wieczoru zemdleje, ale myślałem, że raczej będę to ja, a nie mój narzeczony.
Oh Sehun, jednak przegapisz narodziny swoich dzieci.

***

 Powinienem to nagrać  stwierdził Sehun trzymając w swoich ramionach otuloną kocykiem Seul. Była maleńka, taka kochana i tak cholernie podobna do swojego brata – Jiseoka, który w przeciwieństwie do swojego siostry, była naprawdę niegrzeczny. Kiedy nie spał, ciągle płakał. Seul za to, była cicha i uwielbiała być noszona.
 Tak, od razu mogłeś postawić przed moimi nogami kamerę i nagrywać, jak wychodzą  zironizowałem, marszcząc czoło. Ja mówiłem to sarkastycznie, a Sehun najprawdopodobniej myślał o tym całkiem poważnie i to zaczynało mnie najbardziej martwić. On naprawdę miał przeróżne, czasem beznadziejne pomysły, które uważał za genialne. Szkoda tylko, że ja nie potrafiłem ich dostrzec w takim świetle.  Jesteś idiotą, Sehun  podsumowałem.
 Ale spokojnie, Lu  poprosił  podczas kolejnego porodu nagram.
 Możesz o tym pomarzyć  warknąłem  nie będę już ci rodził dzieci. Dwójka to wystarczająco, poza tym twoje plemniki są niebezpieczne. Co będzie, jak następnym razem będą trojaczki? Podczas porodu skonam  dodałem, natomiast Sehun uśmiechnął się promiennie i usiadł obok mnie, całując mnie w skroń.
 Dziękuję ci, kochanie  powiedział po chwili, patrząc się na dwa zawiniątka w naszych rękach.
Sam nie mogłem uwierzyć, że to już. Że to właśnie teraz nadszedł ten czas, który może okazać się dla mnie zbyt trudny, ale nie mogę go w żaden sposób ominąć czy opóźnić, bo dzieci, które nosiłem pod swoim sercem już teraz były w moich rękach, śpiąc słodko. I mimo że byłem przerażony całym tym rodzicielstwem i czekającymi mnie obowiązkami, równocześnie niesamowicie złoszcząc się na Sehuna, to chyba byłem szczęśliwy. To było naprawdę dziwne uczucie i nie potrafiłem go określić. To przez dzieci. One dawały tyle tego nieopisanego szczęścia, że cała ta otoczka strachu w jakimś sensie znikała. Poza tym miałem Sehuna. I mimo że był idiotą, to wiedziałem, że będzie najlepszym ojcem na świecie.
 Za co?  zapytałem.
 Za uczynienie mnie najszczęśliwszym człowiekiem na całym świecie  odpowiedział całkiem szczerze, gładząc malutką rączkę Seul, która wystawała spod różowego kocyka. Dopiero teraz uświadamiam sobie, jak nasze życie było puste, Lu. Jasne, byliśmy razem i kocham cię najmocniej na świecie, ale w naszym związku czegoś brakowało. I teraz już wiem czego  dodał, ciągle wpatrując się w nasze dzieci. W pewnym sensie miał rację. To znaczy, ja nie narzekałem na taki stan rzeczy, jak panował przed moim zajściem w ciążę. Jasne, ciągle mi coś nie pasowało, ale i tak było dobrze. Dlatego ta nadchodząca zmiana była dla mnie tak ciężka do zaakceptowania. Ale teraz trzymając w rękach swoje dziecko, faktycznie czułem się pełniejszy. Tak jakby moje serce biło szybciej na samo słowo rodzina, którą już tworzyliśmy.
 Wiem, Sehun  odmruknąłem  wiem, bo sam też się tak czuję  dodałem, mocniej przytulając do siebie Jiseoka. Wiedziałem, że jeszcze tylko przez niedługą chwilę będą z nami, bo pielęgniarki wezmą dzieci do karmienia.  Ale i tak zapomnij o kolejnych dzieciach.
Wtedy jego wielki uśmiech z jego twarzy znikł, a ja zatryumfowałem.
 Albo urodzisz je ty.
 I tak kiedyś cię przekonam  stwierdził, natomiast ja przewróciłem teatralnie oczami, gładząc maleńkie ciałko Jiseoka. Byłem wdzięczny, bo spał, gdyby było inaczej, ja byłbym martwy. W pewnym momencie doszedłem do wniosku, że Jiseok najprawdopodobniej odziedziczył charakter po mnie. Niestety. Miałem tylko nadzieję, że Seul jak dorośnie nie będzie mnie przypominać, bo takie dwa małe, nadpobudliwe, wredne dzikusy, to zbyt duże wyzwanie. Poza tym Sehun chyba by zwariował, bo poza nimi, to ja miałbym ciężki charakter. Ale myślę, że do tego czasu zdążył się przyzwyczaić.
Nie odpowiedziałem, bo wiedziałem, że Sehun i tak postawi na swoim.

***

Wróciłem do domu dopiero pięć dni po porodzie, razem z dwoma małymi, kochanymi zawiniątkami i chociaż byłem cholernie dumny i szczęśliwy, to noce doprowadzały mnie do szału. Praktycznie nie spałem w ogóle, Sehun wcale. Czasami udawało mi się zdrzemnąć popołudniu na godzinę czy dwie, by odespać połowę nocy, podczas których nie zmrużyłem oka. Seul była spokojna, z nią nie było problemów, ale Jiseok płakał, kiedy tylko kładliśmy go w łóżeczku. Bał się go jak ognia, jakby go parzyło i upodobał sobie miejsce pomiędzy nami, w naszej sypialni, na naszym łóżku. Po tygodniu męczarni, strasznego zmęczenia, w jakiś sposób mogliśmy odpocząć, wiedząc gdzie naprawdę ten mały diabeł lubi spać. Ale i to było w jakiś sposób uciążliwe, bo bałem się, że podczas snu go przylegnę albo przez przypadek zrobię coś innego, dlatego spałem lekko, obarczając o wszystko winą Sehuna.
Mimo że w jakiś sposób cieszyłem się z całego tego rodzicielstwa, to przez ostatni tydzień miałem okropny humor. Najprawdopodobniej przez zmęczenie, które z minuty na minutę się pogłębiało, a to był początek. Moja mama kiedyś powiedziała, że im dzieci będą większe, tym więcej pracy w je wychowanie będę musiał włożyć. Wydawało mi się to niewykonalne, zwłaszcza, że już teraz było niesamowicie trudno.
 Już się nie mogę doczekać zobaczyć mojego chrześniaka  powiedział Kyungsoo.
Siedziałem ze śpiącym Jiseokiem na rękach na kanapie i korzystałem z tych kilku chwil dla siebie. Może nie do końca był to moment na relaks, ale zdecydowanie w jakiś sposób odpoczywałem zwłaszcza od okropnych wrzasków Jiseoka, który za nic w świecie nie chciał opuszczać moich rąk. Ale przy tej okazji znalazłem troszkę czasu na rozmowę z Kyungsoo.
 Wpadajcie kiedy tylko chcecie  powiedziałem do telefonu i uśmiechnąłem się, mimo że Soo nie mógł tego zobaczyć.  Poza tym szkoda, że nie zdążyliście wcześniej. Baek i Chanyeol byli u nas już chyba ze cztery razy  zaśmiałem się.
 Wiem, wiem, ale Jongin jak zwykle nie ma czasu  mruknął i zamilkł na moment  a jak się czujesz? Ciężko było?
 Myślałem, że mnie rozerwie  stwierdziłem od razu  było okropnie, ale i tak uważam, że było warto, nawet jeśli teraz jestem wyczerpany  dodałem, uśmiechając się do Jiseoka, który przez ostatnie trzydzieści minut nie otworzył oczu ani na moment i cholernie mnie to cieszyło, bo gdyby się obudził, znów zaczęły by się wrzaski.  Ale gorzej zniósł to Sehun.
 Sehun? On nie rodził.
 Ale jako jedyny zemdlał  zaśmiałem się, uśmiechając głupio do telefonu  i biedny nie zdążył zobaczyć narodzin swoich dzieci, bo musieli go wynieść z sali. Tyle lat się znamy, a on nadal potrafi mnie zaskoczyć  prychnąłem.
 A pomaga ci?
 Jasne, zrezygnował ze wszystkich treningów. To znaczy, wróci do nich, bo musi, ale przez te pierwsze tygodnie chce być blisko dzieci, chce się jakoś przyzwyczaić. Poza tym ja nie dałbym sobie rady sam z dwójką. Seul jest grzeczna, ale Jiseok ani na moment nie chce leżeć sam i muszę nosić go po całym domu. Mały królewicz się znalazł.
 Kogoś mi to przypomina.
 Kogo?
 Ciebie, Luhan  powiedział.
Westchnąłem, bo tak, miał rację, a mi pozostawało jedynie się modlić, by w przyszłości nie odziedziczył ani nie przyswoił sobie innych moich cech charakteru, bo wtedy to będzie masakra i wyprowadzę się z domu. Sehun spłodził, to niech się męczy. Ja się dość wycierpiałem podczas porodu.
W pewnym momencie usłyszałem dzwonek do drzwi frontowych. Nie podniosłem się, bo nim zdążyłem to zrobić, Sehun wyleciał jak torpeda do korytarza, zapewne mając chwilę spokoju od śpiącej Seul W SWOIM ŁÓŻECZKU, nie na jego rękach. Ale gdy otworzył drzwi, pierwsze co usłyszałem, to zbyt wesoły głos mojej mamy. Nie mówiła, że zamierza nas odwiedzić.
 Soo, zadzwonię później  mruknąłem i rozłączyłem się.
Zaraz po tym wstałem z kanapy, przytulając do siebie Jiseoka i poszedłem do korytarza, by przywitać się z mamą. Ta ubrana w swoje drogie futra uśmiechała się promiennie, stojąc z kimś jeszcze.
 Tato?
Cóż, liczyłem na to, że opowiem mu o tym wszystkim w e-mailu albo przez telefon, więc nie będzie w stanie mnie zabić, ale okazało się, że ta rozmowa czeka mnie już teraz i musiałem się z nią zmierzyć.
_____________________________________________________________


No, rozdział napisałam dość szybko, więc macie w poniedziałek, a nie piątek. Może nie jest jakiś długi, ale naprawdę nie chciałam opisywać całej sceny porodu, uwielbiam mpregi, ale żeby pisać takie sceny, to jakoś mi się do tego nie pali. Co do angstu, tak, angst zbliża się WIELKIMI krokami, tak, żeby nie było zbyt cukierkowo xD Więc spodziewajcie się w każdej chwili :D
ps. wiem, że piosenki do rozdziałów nie pasują, tzn czasem się zdarzy, ale raczej dodaję piosenki, przy których pisałam :)

15 komentarzy:

  1. JA JEBIE, mówię Ci zabij dziecko Baekhyuna, bo ja i tak ma za dużo angstu hunhana w swoim życiu. Nie zniosę tego w tym słodkim opowiadaniu. :<<
    JA TERAZ CZEKAM NA TEN SUPCIO MOMENT, O KTÓRY PROSIŁAM. ;;;;;;;;
    Jezu, ojciec Luhana - to brzmi tak samo strasznie jak Stalin. Eww. Co Ty za imiona wymyśliłaś? Trzeba było po bożemu Adam i Ewa. Bo Jiseok kojarzy mi się z J-hope i widzę twarz konia... :/// A Seul to już wina rozszerzonej geografii i spaczonego umysłu.
    Cisza przed burzą - czekam na kolejny. ;;;
    SRAM NA TE IMIONA. (still)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też Jiseok kojarzy się z J-Hope XDDD

      Usuń
  2. Supi dupi rozdział
    Jak Luhan zaczął rodzić, to musiałam przerwać czytanie i ochłonąć XDD

    OdpowiedzUsuń
  3. jak myślę o tym, ze zaraz będzie angst, to mam ochotę się rozpłakać, wyrzucić laptopa przez okno i wyjechać w bieszczady, czy w inne miejsce, gdzie ten angst mnie nie dopadnie.... (mam już nawet teorię na ten temat, ale zachowam ją dla siebie i zobacze jak bardzo się myliłam :D)
    ALE przyrzekam, że popełnie seppuku jeśli nie będzie szczęśliwego zakończenia. ;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;; będziesz mieć mnie na sumieniu, kochana. :CC

    Pulchny, ciążowy Baek... czemu mam wrażenie, że urodzi córeczkę? :D A ojciec Lu mnie przeraża na samą myśl, w sumie to z nim też mam pewną teorię, jejku. ;;;; nie wytrzymie, nie wytrzymie.

    ogólnie, rozdział jak zawsze świetny i z niecierpliwością I MIMO TEGO ANGSTA czekam na ich dalsze losy. <3

    OdpowiedzUsuń
  4. awww jaki cudowny rozdział (jak każdy xD)
    ale końcówka mnie zaniepokoiła >.< taty Luhana się tu nie spodziewałam, ciekawe jak zareaguje
    boje się nadchodzącego angstu, ale tak długo jak żyje nadzieją że będzie happy end to mogę to przeżyć xD ciekawe czy któraś w wielu moich teorii się sprawdzi xD
    powodzenia w pisaniu <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  5. czekam na moment w którym Luhan zasłoni się dzieckiem mówiąc że nie może go zabić, bo ma dzidzie XD haha, dziękuję że nie trzeba było czekac do piątku! :D Rozdział no po prostu jak zwykle cudo. Nic tylko czekać na resztę <3 Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. "Oh Sehun, jednak przegapisz narodziny swoich dzieci" ... pizgłam, dosłownie XD
    jebany zemdlał, a ja skisłam z niego.
    Ja też wyobrażam sobie Jiseoka z twarzą young J-hope a Seul ma w mojej wyobraźni mape Korei zamiast głowy, wtf XD
    Oby ojciec Lu nie zrobił z dzieci martwych krasnali ogrodowych :')
    GIF<<<<<<<<<ŻYCIE
    i czuje, że pizgne przy angście. I nie tak, jak pizgłam przy Sehunie na sali porodowej.
    weny~
    /Miyuki (͡° ͜ʖ ͡°)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jako fanka BTS przez tego Jiseoka widzę źrebię zawinięte w kocyk. Takie to trochę creepy.
    Boję się ojca Luhana o_O będzie mi się teraz śnił po nocach.
    Angsta też się boję. Normalnie to mój ulubiony gatunek, ale żeby tak tutaj :(
    W ogóle przerażający ten rozdział XD

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale mi stracha teraz narobiłas... Spotkanie z tatą Luhana mnie przeraża. Ale ogólnie to rozdział świetny. Weny! ;]

    OdpowiedzUsuń
  9. omomomo cudnie
    ale narobiłaś mi troche stracha tym angstem tutaj ;o

    OdpowiedzUsuń
  10. Czemu mam wrażenie, że angstem będzie rozstanie chanyeola i baekhyuna :<

    OdpowiedzUsuń
  11. Rozdział świetny...boję się tego angsta .Może się pojawić angst ale tylko wtedy gdy skończy się szczęśliwym zakończeniem...lecz mam wrażenie że angstem będzie poronienie baeka^^Boję się taty Luhana mam dziwne wrażenie że on będzie się uśmiechał i bawił z wnukami ale napewno NIE 'zamiast tego będzie krzyczał na Lu on się rozbeczy a Sehun go będzie pocieszał^^^myśle tak sobie że to Sehun zaprosił rodziców Luhana w końcu kiedyś chciał ich poznać ~~~♡

    OdpowiedzUsuń
  12. No co tu napisać, cudo jak zawsze ♡♡♡♡♡

    OdpowiedzUsuń
  13. Czekam na nowy rozdział. Mam nadzieję że ten też będzie wcześniej ♥

    OdpowiedzUsuń
  14. ZAPRASZAM NA : hunhan-fanfiction.blogspot.com

    PRZEPRASZAM ZA SPAM ! :)

    OdpowiedzUsuń

Followers